Poszukiwanie tego, co zmieniło się pomiędzy wtedy i potem właściwe jest dla wszystkich części cyklu. W zachowaniach mieszkańców Podlasia większych zmian nie widać. Zarejestrowane przez Małgorzatę Żerwe wypowiedzi ukazują, że ich postawy oscylują między nazywaniem uchodźców „opłacanymi wściekłymi psami robiącymi panikę” a głębokim i autentycznym współczuciem dla migrantów, w imię pomocy którym mieszkańcy ryzykują swoje bezpieczeństwo. Są tu tacy, którzy zostawiają w okolicy muru siatki z jedzeniem, ale i tacy, którzy oplatają dom drutem kolczastym. Jak mówi jeden z bohaterów, wskazując jednocześnie na dramatyczną sytuację uchodźców, mieszkańcy są dziś spokojniejsi, bo jak widzą uchodźców to „wiedzą, że straż ich zaraz zgarnie”.
Sytuacja osób niosących pomoc jest dziś inna w sferze psychicznej. Wszyscy wolontariusze zostali naznaczeni tym, co widzieli lesie, cierpieniem drugiego człowieka i własną bezsilnością. Dziś wielu czuje się „psychicznie przeoranych”, bo „granica zabiera spokój”. Stąd problemy w relacjach, rozstania, rozpadanie się rodzin. Ale są i przyjaźnie zrodzone podczas działań pomocowych, przyjaźnie ponad wszystko.
Odcinek dotyczący służb mundurowych ukazuje brak zmiany w nastawieniu przedstawicieli straży granicznej (i państwa polskiego) wobec uchodźców na przestrzeni ponad lat. Ten reportaż zbudowany jest na opozycji wypowiedzi wolontariuszki i byłego policjanta wskazujących na łamanie praw człowieka przez mundurowych oraz stwierdzeń przedstawiciela straży granicznej starającego się obalać wszystkie zarzuty. „Nie ma przemocy, wypychania za granicę z Białorusią” – zapewniają służby. Ta wypowiedź – w strukturze tekstu audialnego – skontrastowana została ze słowami Piotra Czabana na temat okrucieństwa polskich mundurowych wobec uchodźców.
Losy „ludzi w drodze” są różne. Są tacy, którzy odeszli jako nn. Ale i tacy, których udało się zidentyfikować i pochować. Bywają w końcu i ci, którym udało im się przedostać na zachód, ale których traktowanie przez polskie państwo złamało na zawsze. W ich pamięci na zawsze pozostaną obrazy krzywdy i upodlenia. Dziś marzą tylko, by nie wrócić do Polski. Ci, którzy w Polsce zostali, jak Baravan z gromadką swoich dzieci, próbują żyć normalnie. Ale ze złamaną psychiką nie jest to łatwe.
Temat granicy polsko-białoruskiej jest trudny, niewygodny i kontrowersyjny. Stawia pytania o kryzys człowieczeństwa.
Dlatego wdzięczna jestem Autorce za jej nieobojętność, za podjęcie tej problematyki w sposób wielowątkowy i dogłębny. Słuchając cyklu Małgorzaty przypomniały mi się słowa Wojciecha Tochaman, który w „Jakbyś kamień jadła” pisał o dziennikarzach, którzy – po zakończonej wojnie w Srebrenicy – „spakowali się i pojechali na inne wojny”, bo ta bałkańska nie była już medialna. Małgorzata Żerwe zatrzymała się, nie wyjechała, na granicę wróciła.
„Na wschodzie bez zmian” to opowieść oszczędna w środki wyrazu (i ta ascetyczność formalna jest bardzo dobrym wyborem) dająca pierwszeństwo słowu jako świadectwu ogromnej dobroci i okrucieństwa zarazem. Wypowiedziom kolejnych bohaterów towarzyszy tajemnicza i złowrogo brzmiąca, pojawiającą się sporadycznie, muzyka. W cyklu wiele jest sugestywnych obrazów, jak uśmiech małej dziewczynki, nakarmionej przez wolontariuszkę, ufającej temu, że jest już dobrze, choć tak naprawdę za drzwiami czeka na nią straż graniczna albo wizje domów z zielonymi światłami, będącymi sygnałem otwarcia na uchodźców, do których to domów z czasem zaczęli zaglądać mundurowi.
Reportażystka przyjmuje rolę dziennikarza aktywnego, uczestniczącego, wprowadzającego słuchacza w świat swoich bohaterów, ale także narratora, który zdradza kulisy pracy.
I choć dla mnie osobiście każdy z reportaży z cyklu mógłby być mniej bogaty w wypowiedzi, to nie ulega wątpliwości, że są ważne, składają się na wielowymiarowy obraz kryzysu humanitarnego, a czterodocinkowy cykl jest świadectwem wielkiego oddania, cichego cierpienia, bezsilności wobec machiny państwa, a może też – niestety – potwierdza słowa Czabana, że „obojętność na śmierć jest dziś normą”.
Kinga Sygizman