„Zaufanie, które otwiera drzwi do najtrudniejszych historii” – rozmowa z Michałem Słobodzianem – laureatem Konkursu Audionomia Award 2025

Reportaż artystyczny, myślę, jest taką przestrzenią, gdzie można sięgać do swoich źródeł wrażliwości, czasami też teatralnej. Myślenie formą, słyszenie dźwięku, słyszenie przestrzeni, a przede wszystkim wsłuchiwanie się w emocje naszych bohaterów –  to gdzieś tam trochę z tą sztuką teatralną może też się łączy, z jakąś pracą nad rolą. Bardzo często, zaczynając pracę nad tematem, staram się wyobrazić sobie, wczuć w to, co może przeżywać mój bohater.

Dzień dobry Państwu, kłaniamy się nisko – Andżelika Majchrzak, Szymon Stempczyński. Dziś  mamy przyjemność spotkać się z doświadczonym, wielokrotnie nagradzanym reportażystą Polskiego Radia PiK, któremu odwagi w podejmowaniu trudnych tematów w swoich arcydziełach, a przede wszystkim subtelności z pewnością nie brakuje. Michał Słobodzian – dzień dobry, witamy serdecznie.

M.S.- Witam serdecznie, bardzo dziękuję za taką ciepłą zapowiedź. Trochę czuję się skrępowany… (śmiech)…

S.S – Nie ma czym, bo to są tylko i wyłącznie Pańskie osiągnięcia, o których byśmy dzisiaj chcieli porozmawiać, ale na wstępie chcielibyśmy przede wszystkim pogratulować dwukrotnego znalezienia się na podium, mowa tu o pierwszym miejscu w tegorocznej edycji konkursu Grand PiK oraz drugim miejscu podczas Audionomia Award. Oczywiście tych nagród było o wiele więcej. Mowa tu np. o nagrodzie z 2019 roku za reportaż „Koniec/Początek”, lecz wszystkie te Pańskie prace mogły tak naprawdę nie powstać, gdyby nie przypadek zderzenia się ze światem radiowym, który zastąpił Akademię Teatralną.

M.S.- No tak, ja nigdy nie marzyłem o tym, żeby pracować w radiu, chociaż faktycznie w liceum być może ktoś już przewidywał, że to może być moja droga, bo zaproponowano mi, żeby prowadzić radiowęzeł (śmiech), ale to były tylko takie komunikaty, gdzieś tam na początku lekcji, że trzeba coś zrobić albo jakiś konkurs. Ja to oczywiście wykorzystywałem skrzętnie do tego, żeby unikać sprawdzianów czasami. To się udawało, no bo przecież musiałem być w radiowęźle, natomiast – tak, całe młodzieńcze życie, od szkoły podstawowej, poświęciłem teatrowi. Zdałem do szkoły teatralnej za pierwszym razem, potem musiałem zrezygnować i wtedy błyskawicznie pojawiło się radio i myślę, że dobrze, że to radio się pojawiło, bo szczególnie reportaż, reportaż artystyczny, myślę, że jest taką przestrzenią, gdzie można gdzieś sięgać do tych swoich źródeł wrażliwości, czasami też teatralnej, bo zdarzają się prace z aktorami, chociaż nie realizujemy słuchowisk, aczkolwiek kilka takich prób z koleżanką podjąłem, natomiast myślenie pewną formą, słyszenie dźwięku, słyszenie przestrzeni, a przede wszystkim wsłuchiwanie się w emocje naszych bohaterów – myślę, że to gdzieś tam trochę z tą sztuką teatralną może też się łączy, z jakąś pracą nad rolą, tak jak praca nad tematem, bo bardzo często zaczynając pracę nad jakimś takim psychologicznym tematem, ja naprawdę staram się wyobrazić sobie, wczuć w to, co może przeżywać nasz/mój bohater. Także w czasie nagrania, być może dlatego w tych moich pracach jest dużo prawdy, bo dzieją się takie rzeczy trochę poza słowami, czyli kiedy rozmawiamy, to ja w pewnym momencie czuję to, co ta osoba może poczuć, stawiam się tak błyskawicznie w jej sytuacji, przez to chyba jestem w stanie zadać takie pytania, które potem otwierają jakieś nowe przestrzenie albo sprawiają, że w dość krótkim czasie bohaterowie się otwierają, bo to, co chyba jest moim talentem, to to, że udaje mi się szybko dotrzeć do bohaterów. Czasami słyszę, że np. „Koniec/Początek” – ten ostatni reportaż, powstał z dwóch nagrań. Jedno było kilkugodzinne, drugie znacznie krótsze, ale np. na warsztatach słyszałem, że to niemożliwe, że ty otworzyłeś ich w tak krótkim czasie. Nie mówię tego, żeby jakoś tutaj się chwalić, natomiast pewna ta wrażliwość sprawia, że moja wrażliwość spotyka się z wrażliwością bohaterów i oni czują się jakoś blisko, że jesteśmy blisko i przez to pękają te granice.

blisko, że jesteśmy blisko i przez to pękają te granice.

A.M.- A ile Pan potrzebuje takich spotkań, żeby ich otworzyć w końcu? Jak Pan w ogóle ich przekonuje do tego, żeby wystąpili w takim…

S.S.- … bo z pewnością to jest czasami nawet niejedno podejście.

M.S.- Tak, aczkolwiek te najlepsze tematy, te najlepsze reportaże, to one jakoś do mnie same przychodzą.

S.S.- To znaczy, że ci ludzie sami się zgłaszają?

M.S.- Czasami tak, ale to nie tak, że dzwonią, ja chcę, żeby pan opowiedział moją historię, tylko bardzo często stoi za tym przypadek. Jedną z moich najtrudniejszych prac to jest reportaż „Koniec/Początek” z 2019 roku, gdzie bohatera – tatę Weroniki, która zmarła na raka – ale to nie jest tylko o chorobie reportaż, tylko ten tata stawia sobie bardzo trudne pytania, to też jest opowieść o tym, jak poradzić sobie z taką traumą – to ja go znałem wcześniej, z zupełnie innej rzeczywistości i widocznie on czuł taką wewnętrzną potrzebę, że on sam opowiedział mi o tej historii poza nagraniem i nawet z taką sugestią, że może by mnie to zaciekawiło, czyli gdzieś on miał taką potrzebę i ja za tym podążyłem, bo ten temat wydał mi się bardzo ważny i interesujący. No i kiedy już spotykaliśmy się na nagraniach, to ja wiedziałem, że on ma taką gotowość. Nie wiedziałem, na ile on się otworzy i co z tego wyjdzie, ale wiedziałem, że on chce… Czasami trzeba bardzo długo przekonywać też bohaterów. Czasami jeżeli ktoś bardzo chce np. opowiedzieć, czasem ludzie dzwonią do radia i chcą nas za wszelką cenę zainteresować swoimi historiami, no to potem nic z tego nie wychodzi, no bo oni np. mają jakiś cel albo chcą komuś dokuczyć. Koleżanka ostatnio mi opowiedziała, że przyszła pani, która proponowała temat interwencyjny, ale tak naprawdę chodziło o to, żeby dopiec swojej teściowej, która dostaje jakieś tam pieniądze,  ona mówiła, że to wina urzędu, ale tak naprawdę chciała swoją teściową pozbawić jakiegoś świadczenia. No, koleżanka bardzo się wkurzyła,  bo to takie działanie nie fair i oczywiście reportaż nie powstał. Natomiast w takich głębszych historiach, to one często do nas przychodzą gdzieś jakimiś kanałami. Czasami rodzą się… audycja „Plan B” – pierwsza wersja – powstała z chęci pomocy tym ludziom, bo oni zbierali pieniądze. My często wchodzimy w takie tematy pomocowe, żeby pokazać problem, natomiast to, co wydarzyło się w czasie tych nagrań sprawiło, że wiedziałem, że może powstać z tego uniwersalna historia gdzieś głębiej pokazująca ten problem. No i tak to się dzieje.

A.M.- A żałuje Pan jakiegoś reportażu, który Pan zrobił?

M.S.- Czy żałuję? To nie, bo nikogo nie skrzywdziłem, mam wrażenie…

A.M.- To może z czego Pan nie jest dumny?

M.S.- Kiedyś, dawno temu, zrobiłem reportaż oparty o moją historię i wtedy się przekonałem, że to jest bardzo trudne…To jest reportaż „Jestem niewidzialny” i wtedy się przekonałem, że to jest chyba bardzo ryzykowne, żeby opowiadać gdzieś tam swoje historie. Aczkolwiek jest taki trend, bardzo wielu młodych ludzi chce opowiadać o swoich babciach, dziadkach, bliskich i to czasami wychodzi dobrze, ale nie ma się tego dystansu, nie ma się tego samokrytycyzmu. Wiem, że raczej gdzieś o sobie, o swoich bliskich już nigdy reportażu nie zrobię, ale są dobre takie też historie. Natomiast nie, nie żałuję…(śmiech)

A.M.- Rozumiem, że mierzył się Pan z depresją, tak?

M.S.- Tak, mierzyłem się też z depresją, taką młodzieńczą, natomiast, być może, na tamtym etapie to było potrzebne, aczkolwiek sama realizacja była bardzo trudna, bo ciężko gdzieś tam mówić o sobie, próbując siebie też w tym ukryć, lepiej nie iść tą drogą.

S.S.- Ale tak czy inaczej pewne doświadczenia życiowe wpływały na to, jak Pan sam odbiera i realizuje wszystkie reportaże?

M.S.- Myślę, że to jest fundamentalny moment w moim życiu, gdzie sam zmagałem się z bardzo trudnymi sytuacjami, takimi naprawdę granicznymi i to był taki moment w życiu, który sprawił, że ja już nigdy nie uznam, że coś jest zero-jedynkowe. Może „nigdy” to trudno tak zadeklarować, natomiast to mi bardzo pomaga w pracy reportażysty, że do każdego tematu podchodzę z różnych perspektyw. Nie chodzę na skróty w ocenie bohatera, bo wiem, że może być różnie. I tak, to jest takie źródło, z którego czerpię też ogromną otwartość, bo nie ma dobrego reportażu radiowego bez ciekawości bohatera, bez chęci spotkania, bez stworzenia takiej atmosfery, gdzie nasz bohater czuje, że my chcemy go wysłuchać, nie oceniamy go, nie chcemy go skrzywdzić. Oczywiście są takie reportaże interwencyjne czy śledcze, gdzie nie możemy np. pochylać się nad jakimś sprawcą zbyt albo go wybielać, ale np. wyobrażam sobie, że można zrobić reportaż o jakimś bandycie, próbując go zrozumieć, to dlaczego zrobił to i to. I tak, faktycznie, takie doświadczenia, gdzie ty sam musiałeś zmagać się z życiem, które ci się wymyka i wiesz, jakie to jest czasami gwałtowne, czasami nie ma odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”, to bardzo pomaga. I myślę, że bardzo wiele osób, które znam z kręgu reportażystów ma za sobą trudne doświadczenia. Czyli jest to taki wspólny mianownik – przeróżny – który otwiera nas na innych.

S.S.- Z  Pana słów  też wynika, że ludzie sami zgłaszając się uważają Pana za osobę odpowiednią, by rzetelnie, obiektywnie i bezstronnie przygotować dany materiał. Czy Pan czuje się odpowiednią osobą na tym miejscu?

M.S.- No ja się czuję odpowiednią osobą na tym miejscu. Stoi za mną 25-letnie doświadczenie w ogóle dziennikarskie. Reportaże realizuję od 20 lat. Bardzo różne, od interwencyjnych, przez historyczne, dokumenty. Te konkursowe, nagradzane, to one faktycznie zamykają się w takim zbiorze audycji kameralnych, osobistych, często o osobach chorych, ale naprawdę nie realizuję tylko takich reportaży (śmiech). Natomiast myślę, że tak, bo stoi za mną doświadczenie tych spotkań z tymi ludźmi i wiem, że mogę nimi się w jakiś sposób i  tymi ich historiami zaopiekować. Że oni czują się bezpiecznie. Wiedzą, że ja ich nie skrzywdzę, nie wykorzystam tego przeciwko nim. Bo to jest bardzo trudne też dla nich, bo wyobrażam sobie, że czasami wpada dziennikarz, który chce wyrwać jakąś sensację, jakąś historię albo z powodu różnych ograniczeń potem spłaszcza tę opowieść, bo ma bardzo mało czasu albo dwa tysiące znaków. A my w radiu przez to, że te nasze reportaże czasowo są solidne i mamy czas też, żeby popracować z bohaterami, pospotykać się – to są takie pełne historie i oni po prostu ufają. To też jest chyba doświadczenie. Jesteśmy w małym regionie (śmiech), ludzie faktycznie słuchają naszych reportaży i kiedy człowiek dzwoni nawet sam, żeby zaproponować, to często już nie jest anonimowy, tylko gdzieś ktoś słyszał i wtedy łatwiej zdobyć zaufanie.

A.M.- Czyli po takiej emisji, po takim reportażu, jaki jest odzew społeczny? Rzeczywiście ludzie chcą pomóc tym bohaterom?

M.S.- To zależy od tematu…

A.M.- Jeśli chodzi o „Plan B”  – bo to jest ten dom.

M.S.- Kiedy realizowałem audycję o zbiórkach pieniędzy dla chorych dzieci,  nie dorosłych – dzieci,  to takie tematy ruszają znacznie bardziej. Tutaj jeśli chodzi o „Plan B”,  to emisja była w bardzo wielu miejscach, no i oczywiście po każdej takiej emisji jakieś wpłaty się pojawiają, ale tym ludziom jest bardzo trudno zdobyć te pieniądze, chyba dlatego, że dotyczy to  osób dorosłych, pewnych zmian systemowych… Oczywiście są wpłaty, ale to nie jest tak, że nagle znajdzie się ktoś, kto wpłaci milion złotych.

A.M.- Tak, widziałam, że zbiórka jest na dwa miliony, a póki co uzbierano około stu tysięcy.

M.S.- Ale ja się nie poddaję, bo akurat „Plan B” z jednej strony miał tak tu i teraz pomóc tym ludziom, ale przede wszystkim chodziło o to, aby pokazać pewien problem systemowy, bo ci ludzie mieszkający w Toruniu, to oni tak naprawdę walczą też o zmianę systemu, bo nawet jeśli wierzę, że ten dom w Toruniu powstanie, to takie ośrodki, mówimy tutaj o ośrodkach dla niesamodzielnych osób w spektrum autyzmu, dorosłych, niskofunkcjonujących, które potrzebują takiej specjalistycznej opieki, której nie są w stanie udzielić domy pomocy społecznej czy szpitale psychiatryczne, nie dlatego, że te placówki są złe, tylko te osoby naprawdę potrzebują bardzo specyficznej pomocy. Nienawidzą tłumu. Praktycznie muszą żyć w małych grupach, bywają bardzo agresywne, więc to jest bardzo skomplikowane, żeby zająć się taką osobą, no i takie domy powinny powstawać w bardzo wielu miejscach. W Polsce są takie domy, ale zazwyczaj zakładane właśnie przez fundacje, czy przez samych rodziców, co też jest chore, bo ci moi bohaterowie są zwykłymi ludźmi na emeryturze, przed siedemdziesiątką i musieliby zebrać 2 mln zł, no wydaje się  kwota nieosiągalna dla nich. To jest tylko kwota na wkład własny, bo cały ośrodek kosztuje chyba około 20 mln. Potem trzeba to utrzymać, no więc… potrzebne są zmiany systemowe. No i ci ludzie walczą. Ten reportaż miał być taką cegiełką, która pokaże ewentualnie decydentom, z czym ci ludzie się mierzą. A czy pomoże? To czas pokaże.

A.M.- Jeżeli taki dom nie powstanie – chciałabym Pana zapytać – co pan myśli o takim „Planie B”, jaki był przedstawiony przez mamę bohaterki?

M.S.- To jest prawda tych ludzi i niestety… – ostatnio miałem taką refleksję, czy mówienie o tym w ten sposób trochę też może nie zachęca do działania, ale wierzę, że nie. Aczkolwiek w Poznaniu doszło do tragedii, co prawda nie chodzi o osobę w spektrum autyzmu, tylko z inną niepełnosprawnością, natomiast z tego, co media przekazują doszło tam do rozszerzonego samobójstwa ojca i syna, który miał trafić do domu opieki społecznej, a tato wierzył, myślał, że tamta opieka nie będzie najlepsza. To nie jest tylko takie hasło rzucone przez tych ludzi, bo jeżeli wczyta się w fora to oni naprawdę myślą czasami o takich sytuacjach.

A.M.- Jak Pan do tego podchodzi? Postawiłby się Pan na ich miejscu?…

M.S.- Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić, co ci ludzie przeżywają.

A.M- Pan, z tego, co wiem, ma ośmioletnią córkę.

M.S.- Zdrową córkę na całe szczęście, dlatego ja ich w ogóle nie oceniam. Ja czuję całym sobą, że to jest możliwe, bo ja pobyłem z nimi trochę, ale byłem też w innych rodzinach, gdzie były takie dorosłe osoby agresywne, które atakowały swoje mamy. Z jedną z takich osób wytrzymałem niespełna 30 minut, dlatego że widziałem narastającą agresję w nim, bo ta sytuacja go zaskoczyła – tu jakiś człowiek się pojawił. Moja odpowiedzialność sprawiła, że bardzo szybko stamtąd wyszedłem, bo nie chciałem go rozkręcić, żeby potem nie wyżył się na swojej mamie, ale te pół godziny pozwoliło mi wyobrazić sobie, co ci ludzie na co dzień mogą przeżywać, kiedy żyją w permanentnym strachu, mogą być zaatakowani w każdej chwili. Mama mojej bohaterki ma implanty w kręgosłupie szyjnym to znaczy, że jej córka mogła jej skręcić kark, czyli mogła zginąć. Ta pani – mama mojej bohaterki, przez kilkadziesiąt lat z tego, co mówiła nie mogła patrzeć swojej córce w oczy, bo to mogło sprowokować atak. Musiała patrzeć w bok, co jest w ogóle niepojęte, dlatego ja w ogóle nie oceniam.

A.M.- Traci się wtedy też bliskich, rodzinę, znajomych…

M.S.- To jest potworne.  To jest po prostu piekło na ziemi. Oczywiście, nie wszystkie sytuacje są takie. W mediach bardzo dużo się mówi o osobach w spektrum autyzmu, które wysoko funkcjonują, radzą sobie i to jest też bardzo ważne, żeby  mówić o takich osobach, ale te, które nisko funkcjonują, nie radzą sobie, to myślę, że los ich rodziców jest gdzieś tam ukrywany.

fot. Kai Jurek

S.S.- Zdarza się, że tego typu trudne tematy i emocje bohaterów obciążają Pana psychicznie? Czy Pan wraca myślami do tych bohaterów?

M.S.- Wracam…wracam.. Najbardziej obciążyła mnie faktycznie opowieść „Koniec/Początek”. To się zbiegło z tym, że moja córka miała dwa lata. Bohaterka – Weronika, która zmarła, zaczęła chorować, jak miała niespełna trzy lata i faktycznie wtedy myślałem sobie, co będzie, jak np. spotka to moje dziecko. To była bardzo trudna praca, ale ja wierzyłem w ten temat. Pojawiały się bardzo często przy realizacji łzy, także w czasie nagrania i to chyba nie jest nieprofesjonalne (śmiech), bo po prostu wytworzyła się taka atmosfera w czasie nagrania, że ja po prostu czułem, co oni mogli poczuć, czułem te sceny, widziałem siebie ewentualnie w tych scenach, jak tato żegna się z tą córką, pozwala jej odejść, ale dzięki temu udało się stworzyć taką prawdziwą sytuację, bo kiedy ludzie opowiadają po latach, często po terapiach o swoich trudnych doświadczeniach, to oni już nie mają tych emocji i trochę naszym zadaniem jest to, żeby stworzyć taką atmosferę,żeby… To  nie chodzi o to, że my chcemy im wyrwać serce, ale reportaż radiowy tym się charakteryzuje, że w tych dobrych reportażach to wszystko dzieje się tu i teraz, czyli my chwytamy dźwiękiem, obrazem, czasami sceną działanie i że to się dzieje tu i teraz- trudno to wyrazić- bo wtedy słuchacz wierzy, że to jest prawdziwe, czyli trochę musimy skłonić rozmową naszych bohaterów do tego, żeby oni jeszcze raz przeżyli to, co np. przeżyli 10 lat temu, a to było traumatyczne. Oczywiście, to też jest odpowiedzialność, żeby nie wejść za daleko, zbyt głęboko. Musimy mieć świadomość, że jeżeli wejdziemy za głęboko, to ktoś potem może się po tym nie pozbierać. To jest trudny proces, do którego też się dojrzewa, dochodzi, ale zawsze z tyłu głowy mam to, jak daleko mogę wejść, gdzie mam się zatrzymać. Często jest tak, że jak nasz bohater pęka, to przerywamy nagranie, pozwalamy, żeby się uspokoił, albo w ogóle umawiamy się na kolejny dzień. Nie robimy tego za wszelką cenę, żeby go gdzieś straumatyzować. Natomiast z drugiej strony, staramy się te emocje uchwycić, bo dźwięk ma to do siebie, że niezwykle precyzyjnie ukazuje prawdę i wtedy ta prawda jest bardzo mocna, jeżeli to jest tu i teraz. W dźwięku bardzo łatwo wysłyszeć to, że ktoś udaje, że jest jakiś fałsz, że ktoś się kreuje, albo ukrywa coś przed nami. To wszystko słychać, nie zdajemy sobie sprawy.

S.S.- Z tych wszystkich elementów, które Pan przed chwilą wymienił, które uważa Pan za najważniejsze w reportażu? Głos, cisza, efekt dźwiękowy, może styl montażu albo właśnie – tak jak Pan powiedział – emocja?

M.S.- Spotkanie – to jest podstawa i to powie każdy, kto robi reportaże. Są różne reportaże oczywiście, natomiast te takie najważniejsze, one zawsze wynikają z głębokiego spotkania z bohaterem, z dotarcia do prawdy o tych ludziach. Potem oczywiście można dokładać jakieś efekty. Cisza jest bardzo ważna, bo cisza w radiu krzyczy, czyli musimy też pamiętać o tym, realizując reportaże, żeby nie zagadywać, że jak bohater zatrzymuje się – to już są takie kruczki realizacyjne, czy w czasie nagrania – jak ktoś namyśla się, to nie możemy go zagadywać. Możemy go ewentualnie trochę popchnąć. W montażu można tę ciszę skrócić, wydłużyć, ale jeśli nie mamy  prawdy w dźwięku, to efektami się tego nie da zrobić. Oczywiście muzyka, jakieś tło – to wszystko jest bardzo ważne, ale jeżeli nie mamy dobrych podstawowych nagrań, które są efektem głębokiego prawdziwego spotkania z bohaterem, to efektami niewiele zdziałamy. Mówię o takich reportażach społecznych, psychologicznych, bo w reportażach śledczych, czy w interwencyjnych inaczej się pracuje.

A.M.- A ma Pan jakiś plan na kolejny reportaż? Tematykę? Może coś nam Pan zdradzi?

M.S.- Tak, pracujemy teraz z Żanetą Walentyn nad tematem… Będzie to audycja o muzyce bardziej. Będziemy to pokazywać poprzez ludzi oczywiście, ale to też będzie takie połączenie dokumentu ze słuchowiskiem.

S.S.- Pozostaje nam w tym momencie jedynie trzymać kciuki za nie tylko solowe prace, ale przede wszystkim za współpracę z Żanetą Walentyn, gdyż to nie pierwsza praca, którą Państwo razem realizują, dlatego pozostaje nam trzymać kciuki za to, żeby każda kolejna praca była lepsza od poprzedniej, coraz więcej nagród, a przede wszystkim żeby przekaz, który chcemy tymi reportażami pokazywać, przeniósł się do szerszej publiki, żeby ludzie zauważyli problem ludzi, których my nie widzimy, ale możemy w ten sposób kreatywnie i przede wszystkim rzetelnie przedstawić historię drugiej osoby. Dziękujemy serdecznie za rozmowę.

M.S.-Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

Andżelika Majchrzak i Szymon Stempczyński – studenci dziennikarstwa w Instytucie Komunikacji Społecznej i Mediów Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

 

Michał Słobodzian „Plan B” Polskie Radio PiK – Audionomia Award II i Grand PiK 2025

https://www.radiopik.pl/60,650,plan-b

Michał Słobodzian „Koniec/Początek” Polskie Radio PiK – Special Commandation Prix Europa 2019

https://www.radiopik.pl/60,373,koniecpoczatek

Michał Słobodzian, z wykształcenia politolog, z zamiłowania reportażysta i publicysta. Od 26 lat związany z Polskim Radiem Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy. Jest autorem tysięcy reportaży i audycji o tematyce społecznej, historycznej i politycznej. Najbliższe są mu intymne opowieści, w których wiele dzieje się między słowami. Prywatnie miłośnik teatru i gier wideo. Szczęśliwy mąż, i tata dwóch córek (druga przyjdzie na świat niebawem).

Ma na koncie kilkanaście ogólnopolskich nagród i wyróżnień. Najbardziej ceni sobie 3 miejsce w konkursie Prix Europa, trzykrotne zwycięstwo w Konkursie Artystycznych Form Radiowych Grand PiK, zwycięstwa w konkursie „Po prostu człowiek” oraz drugą nagrodę w konkursie Audionomia Awards 2025.

 

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.