Dzień dobry Państwu, kłaniamy się nisko – Andżelika Majchrzak, Szymon Stempczyński. Dziś mamy przyjemność spotkać się z doświadczonym, wielokrotnie nagradzanym reportażystą Polskiego Radia PiK, któremu odwagi w podejmowaniu trudnych tematów w swoich arcydziełach, a przede wszystkim subtelności z pewnością nie brakuje. Michał Słobodzian – dzień dobry, witamy serdecznie.
M.S.- Witam serdecznie, bardzo dziękuję za taką ciepłą zapowiedź. Trochę czuję się skrępowany… (śmiech)…
S.S – Nie ma czym, bo to są tylko i wyłącznie Pańskie osiągnięcia, o których byśmy dzisiaj chcieli porozmawiać, ale na wstępie chcielibyśmy przede wszystkim pogratulować dwukrotnego znalezienia się na podium, mowa tu o pierwszym miejscu w tegorocznej edycji konkursu Grand PiK oraz drugim miejscu podczas Audionomia Award. Oczywiście tych nagród było o wiele więcej. Mowa tu np. o nagrodzie z 2019 roku za reportaż „Koniec/Początek”, lecz wszystkie te Pańskie prace mogły tak naprawdę nie powstać, gdyby nie przypadek zderzenia się ze światem radiowym, który zastąpił Akademię Teatralną.
M.S.- No tak, ja nigdy nie marzyłem o tym, żeby pracować w radiu, chociaż faktycznie w liceum być może ktoś już przewidywał, że to może być moja droga, bo zaproponowano mi, żeby prowadzić radiowęzeł (śmiech), ale to były tylko takie komunikaty, gdzieś tam na początku lekcji, że trzeba coś zrobić albo jakiś konkurs. Ja to oczywiście wykorzystywałem skrzętnie do tego, żeby unikać sprawdzianów czasami. To się udawało, no bo przecież musiałem być w radiowęźle, natomiast – tak, całe młodzieńcze życie, od szkoły podstawowej, poświęciłem teatrowi. Zdałem do szkoły teatralnej za pierwszym razem, potem musiałem zrezygnować i wtedy błyskawicznie pojawiło się radio i myślę, że dobrze, że to radio się pojawiło, bo szczególnie reportaż, reportaż artystyczny, myślę, że jest taką przestrzenią, gdzie można gdzieś sięgać do tych swoich źródeł wrażliwości, czasami też teatralnej, bo zdarzają się prace z aktorami, chociaż nie realizujemy słuchowisk, aczkolwiek kilka takich prób z koleżanką podjąłem, natomiast myślenie pewną formą, słyszenie dźwięku, słyszenie przestrzeni, a przede wszystkim wsłuchiwanie się w emocje naszych bohaterów – myślę, że to gdzieś tam trochę z tą sztuką teatralną może też się łączy, z jakąś pracą nad rolą, tak jak praca nad tematem, bo bardzo często zaczynając pracę nad jakimś takim psychologicznym tematem, ja naprawdę staram się wyobrazić sobie, wczuć w to, co może przeżywać nasz/mój bohater. Także w czasie nagrania, być może dlatego w tych moich pracach jest dużo prawdy, bo dzieją się takie rzeczy trochę poza słowami, czyli kiedy rozmawiamy, to ja w pewnym momencie czuję to, co ta osoba może poczuć, stawiam się tak błyskawicznie w jej sytuacji, przez to chyba jestem w stanie zadać takie pytania, które potem otwierają jakieś nowe przestrzenie albo sprawiają, że w dość krótkim czasie bohaterowie się otwierają, bo to, co chyba jest moim talentem, to to, że udaje mi się szybko dotrzeć do bohaterów. Czasami słyszę, że np. „Koniec/Początek” – ten ostatni reportaż, powstał z dwóch nagrań. Jedno było kilkugodzinne, drugie znacznie krótsze, ale np. na warsztatach słyszałem, że to niemożliwe, że ty otworzyłeś ich w tak krótkim czasie. Nie mówię tego, żeby jakoś tutaj się chwalić, natomiast pewna ta wrażliwość sprawia, że moja wrażliwość spotyka się z wrażliwością bohaterów i oni czują się jakoś blisko, że jesteśmy blisko i przez to pękają te granice.
blisko, że jesteśmy blisko i przez to pękają te granice.
A.M.- A ile Pan potrzebuje takich spotkań, żeby ich otworzyć w końcu? Jak Pan w ogóle ich przekonuje do tego, żeby wystąpili w takim…
S.S.- … bo z pewnością to jest czasami nawet niejedno podejście.
M.S.- Tak, aczkolwiek te najlepsze tematy, te najlepsze reportaże, to one jakoś do mnie same przychodzą.
S.S.- To znaczy, że ci ludzie sami się zgłaszają?
M.S.- Czasami tak, ale to nie tak, że dzwonią, ja chcę, żeby pan opowiedział moją historię, tylko bardzo często stoi za tym przypadek. Jedną z moich najtrudniejszych prac to jest reportaż „Koniec/Początek” z 2019 roku, gdzie bohatera – tatę Weroniki, która zmarła na raka – ale to nie jest tylko o chorobie reportaż, tylko ten tata stawia sobie bardzo trudne pytania, to też jest opowieść o tym, jak poradzić sobie z taką traumą – to ja go znałem wcześniej, z zupełnie innej rzeczywistości i widocznie on czuł taką wewnętrzną potrzebę, że on sam opowiedział mi o tej historii poza nagraniem i nawet z taką sugestią, że może by mnie to zaciekawiło, czyli gdzieś on miał taką potrzebę i ja za tym podążyłem, bo ten temat wydał mi się bardzo ważny i interesujący. No i kiedy już spotykaliśmy się na nagraniach, to ja wiedziałem, że on ma taką gotowość. Nie wiedziałem, na ile on się otworzy i co z tego wyjdzie, ale wiedziałem, że on chce… Czasami trzeba bardzo długo przekonywać też bohaterów. Czasami jeżeli ktoś bardzo chce np. opowiedzieć, czasem ludzie dzwonią do radia i chcą nas za wszelką cenę zainteresować swoimi historiami, no to potem nic z tego nie wychodzi, no bo oni np. mają jakiś cel albo chcą komuś dokuczyć. Koleżanka ostatnio mi opowiedziała, że przyszła pani, która proponowała temat interwencyjny, ale tak naprawdę chodziło o to, żeby dopiec swojej teściowej, która dostaje jakieś tam pieniądze, ona mówiła, że to wina urzędu, ale tak naprawdę chciała swoją teściową pozbawić jakiegoś świadczenia. No, koleżanka bardzo się wkurzyła, bo to takie działanie nie fair i oczywiście reportaż nie powstał. Natomiast w takich głębszych historiach, to one często do nas przychodzą gdzieś jakimiś kanałami. Czasami rodzą się… audycja „Plan B” – pierwsza wersja – powstała z chęci pomocy tym ludziom, bo oni zbierali pieniądze. My często wchodzimy w takie tematy pomocowe, żeby pokazać problem, natomiast to, co wydarzyło się w czasie tych nagrań sprawiło, że wiedziałem, że może powstać z tego uniwersalna historia gdzieś głębiej pokazująca ten problem. No i tak to się dzieje.