Punkt pierwszy. Okolice basenu dokowego Stoczni Cesarskiej. Wideo z końca marca 2012 roku, na nim w ciszy weekendu, na istniejącej jeszcze wówczas jednej z dwóch pochylni Wydziału K-2 zobaczyliśmy ponadminutową scenę, w której mój wierny przyjaciel, owczarek niemiecki Herman targany śnieżnym wiatrem i gradem patrzy w dal. Herman był jednym z trzech stoczniowych na stałe mieszkających na zakładzie psów, kiedy ja godzinami fotografowałem, on godzinami spacerował, zazwyczaj jednak mając mnie na oku. To nagranie wykonałem, kiedy on nie wiedząc, że go filmuję, znalazł sobie zajęcie — obserwował Kanał Kaszubski z góry pochylni, rozumiem go, to był dobry widok. Niebo ciężko zasnute, mleczne, dźwięk północnego wiatru, niekiedy jego lekkie wycie, stuk prószenia gradu o osłonę mikrofonu kamery, wszystko na tyle silne i intensywne, że dźwięk miasta nie przebijał się wcale. Najbardziej lubiłem właśnie weekendowe fotografowanie stoczni, przy złej pogodzie.
Kolejne wideo z 06 kwietnia 2012 przedstawiało bliskie ujęcie wschodzącego księżyca, w tzw. pełni rybnej, rezurekcyjnej lub różowej, zbiegającej się okresem wielkanocnym. Niebo jest granatowe, widoczność doskonała również wspomagana przez mróz, w takich warunkach dźwięk jest zupełnie inny niż w poprzednim nagraniu z tego samego miejsca. Przez całe minutowe nagranie słychać dźwięki miasta z dominacją sygnałów karetki (lub innego pojazdu służb), po stronie stoczni już wieczorna cisza z dominującym gadaniem mew, te z obserwacji gadają więcej przy bezwietrznej pogodzie, również wówczas częściej szybują o zmroku nad wodami.
To nagranie to dobry przykład dla granicy dźwięków naturalnej przyrodniczo stoczni i nieodległego miasta ze swoimi problemami. W to miejsce dotarłem już w 1999 roku, właśnie tu wtedy najczęściej przychodziłem, wchodziłem wówczas na teren przez bramę historyczną (wtedy niemal przez nikogo nienazywaną w ten sposób, będącą po prostu „pieszą jedynką”). Wielkie pole po jej prawej stronie tak jak do niedawna zupełnie niezabudowane, będące właściwie kilkuhektarową łąką pozwalało się dźwiękom miasta wdzierać na teren stoczni. Choć nagranie pochodzi z ponad dekady później, oddaje jednak aurę z pierwszych wizyt na stoczni tak jak to wcześniejsze z Hermanem.