Terapeutyczny tort. O reportażu „Koniec/Początek” Michała Słobodziana.

„W filmie musi być jakaś szczelina, przez którą wpada promień światła”. (…) Pokazując świat bez tej odrobiny światła, w jakimś istotnym sensie unieważniamy akt twórczy, ponieważ unieważniamy wszystko” – tak mówił o swojej pracy w rozmowie z jednym z najwybitniejszych artystów kina, Krzysztofem Kieślowskim, doskonały scenarzysta i adwokat Krzysztof Piesiewicz (Krzysztof Piesiewicz, Mikołaj Jazdon, Kieślowski, „Od >>Bez końca<< do końca”, Warszawa 2021, s. 131). Tę, bardzo bliską mi ideę – ukazywania jasności, mimo mroku – wypełnia reportaż „Koniec/Początek” Michała Słobodziana, który zdobył główną nagrodę podczas Konkursu Artystycznych Form Radiowych Grand PIK 2019, organizowanego przez Polskie Radio Pomorza i Kujaw w Bydgoszczy.  Autor w mistrzowski sposób, nadając olbrzymi ładunek emocjonalny, przy żelaznej dyscyplinie formalnej, opowiedział niezwykłą historię, wykraczając poza fabularne klisze i dotykając najtrudniejszych tematów.

Z archiwum rodzinnego. Fot. Grzegorz Perlik.

Audycja zaczyna się śpiewem małej dziewczynki, która przekazuje swojemu rówieśnikowi, że następnego dnia idzie do przedszkola. Ileż takich – najsłodszych, ale trywialnych w swej mnogości nagrań dzieci mamy w  swoich archiwach. Tu, delikatny, spontaniczny i radosny dziecięcy głos rozbrzmiewa pięknie niemal niesłyszalnym echem. I właśnie za pomocą tego subtelnego zabiegu technicznego, już w pierwszych sekundach utworu, ujawnia się waga sposobu prezentowania dźwięków, budującego znaczenie. Relacja zyskuje wartość naddaną, na którą zwraca uwagę w analizach reportaży m.in. Mariusz Szczygieł („Fakty muszą zatańczyć”, Warszawa 2022). Bo oto zaraz dowiadujemy się od dziecka, że nie było ono dawno w przedszkolu z powodu operacji…  Ów słyszany wcześniej pogłos, rozciągnięcie dźwięku, były wyczuwalną intuicyjnie przez słuchacza zapowiedzią, że to nie jest zwykłe pamiątkowe nagranie z beztroskiego dzieciństwa. Czujemy, że coś się za tym kryje. Coś niepokojącego i ważnego zarazem. Zaczyna się opowieść o chorobie, którą w reportażu wprowadzają odgłosy na pograniczu świata technologii i naturalnego bicia ludzkiego serca. Mama i tata Weroniki dzielą się wspomnieniami z czasu, kiedy spadło na nich wielkie cierpienie. Przerażająca diagnoza – neuroblastoma czwartego stopnia. Dwuipółletnie, nieświadome zagrożenia własnego życia dziecko pociesza płaczącą mamę…

Siłą audycji Michała Słobodziana są  kontrasty. Niewinne, dopiero rozpoczęte życie i śmiertelnie groźny rak –  nie ma bardziej tragicznej i bolesnej opozycji. Ale reportażysta doskonale rozgrywa kolejne przeciwieństwa i rozbija schematy myślowe, choćby ten o słabości małego człowieka. Ojciec Weroniki, na własne oczy musiał, niestety, przekonać się jak niezwykle wytrzymałe jest dziecko. Jak mówi, dawki leków, które dostawała dziewczynka „zabiłyby dorosłego”.

Na początku utworu dowiadujemy się, że kilkuletnia bohaterka uczestniczy w biegach. Zazwyczaj przybiega na metę ostatnia, ale nie zraża się tym i zawsze jest zadowolona z udziału w zawodach i walki. Taką postawę zaszczepili jej mądrzy, wrażliwi i empatyczni rodzice, którzy w obliczu choroby po prostu chcieli być razem z dzieckiem, okazywać mu miłość. Powtarzali córce, że ją kochają, odwiedzili wymarzony Disneyland, opowiadali oswajające ból i trudne zmiany bajki o „chemioludku”. Tata ogolił włosy, kiedy dziewczynka straciła swoje z powodu agresywnej terapii. Jedną  z płynących z tej audycji cennych lekcji –  by nie zwodziły nas pozory i by pamiętać, że wielu z nas niesie swoje brzemię – jest wątek dotyczący loków, które po chemii odrosły Weronice. Obcy ludzie często je komplementowali, a tata gryzł się w język, by sarkastycznie nie komentować, że córka ma takie śliczne włosy dzięki nowotworowi…

Słyszymy archiwalne zapisy rozmów dziecka z rodzicami. Dotyczą codziennych, zwykłych czynności, ale ich moc oddziaływania jest wielka. Już wiemy, podskórnie czujemy, że są bezcenne. Są śladem życia.  Pozostałością po nim.

Po dwóch latach pojawiła się wznowa. Dramatyzm sytuacji pogłębia obraz nieludzkiej kondycji służby zdrowia – na badania dziewczynka musiała pojechać daleko, do stolicy, bo w miejscu zamieszkania nie było dziecka, z którym mogłaby podzielić kontrast. Z ust małej padają mrożące duszę słowa: Weronika nie chce już cierpieć. Żegna się z lalkami… Matka musiała patrzeć  w duże, ciemne, puste oczy swojego dziecka. Dziewczynkę trzeba było dializować. I tu pojawia się wątek niemal nieobecny w reportażowej twórczości – tata zapytał lekarza, czy jest sens dalej leczyć. Profesor, pewnie zgodnie z kodeksem etycznym lub wiarą  – w medycynę czy może w niewyjaśnione zjawiska biologiczne, odpowiada, że zawsze jest. Ojciec jednak wątpił, zauważając że to jest znęcanie się, że nie zwraca się uwagi na ból, który się zadaje. Mężczyzna zastanawia się nad moralnym prawem rodzica do uporczywego leczenia dziecka. Niewiele jest zapisów takich odważnych wyznań. Tata został z córką sam na parę minut i… pożegnał się. Kazał jej przestać się męczyć i umrzeć, będąc przekonanym, że to jest chyba najlepsze rozwiązanie. I wówczas dzieje się coś przyprawiającego o dreszcze. Dziewczynka nie pozwoliła sobie podać żadnej rurki i odeszła podczas podłączania do aparatury ratującej życie. Ta wstrząsająca scena ukazuje olbrzymią moc relacji rodzica i dziecka. Jest kolejnym przykładem rzadko opisywanej prawidłowości – śmiertelnie chore dzieci bardziej niż o siebie martwią się często o cierpiącego rodzica. A mama czy tata walczą za wszelką cenę,  bo boją się straty, swojego bólu związanego z odejściem najukochańszej osoby,  nie zawsze biorąc pod uwagę niewyobrażalne cierpienie dziecka. Pytania o tego rodzaju egoizm wybrzmiewają w tym utworze z ust ojca.

Dzięki wykorzystaniu niezwykle cennego materiału – autentycznych nagrań dziewczynki, której już nie ma wśród żywych, buduje się absolutnie wyjątkowy nastrój tej dokumentalnej audycji. Słyszymy Weronikę, delikatną, ożywioną. Potem już, znając tragiczny finał choroby, wychwytujemy inne, nie przystające do dziecięcej mowy tony w jej głosie. Kilkulatka nagrywała filmiki i się żegnała. Jako słuchacze mamy nieodparte wrażenie – wiedziała, że odchodzi. To dźwiękowy obraz porażającej samoświadomości tak młodego człowieka, której dorośli nie chcą przyjąć do wiadomości.

Do naszych uszu dociera wreszcie dialog z rówieśnikiem,  na dźwięk którego cierpnie skóra i z którego autor zaczerpnął niezwykle trafny tytuł tej historii:   – Olaf?! – co? Już koniec – Nie, to początek dopiero… Te słowa dziecka, które nie dożyje swojej dorosłości wbijają w fotel. Starcie życia ze śmiercią, może wyraz życia po śmierci.  Na pewno doskonałe dramaturgicznie przejście do kolejnego wątku.

Nie możemy sobie wyobrazić większej tragedii ponad utratę dziecka. W opowieści Michała Słobodziana nie jest to jednak koniec. W tym momencie naświetlona zostanie pomijana przy takich dramatach część – co dalej z relacją rodziców. Związek często nie jest w stanie przetrwać takiej tragedii. Dwoje dorosłych bohaterów przyznaje, że po odejściu córki życie trwało nadal, choć były myśli o jego zakończeniu – bunt, ból, bezradność i tęsknota wydają się nie mieć nigdy końca. Jak, z psychologiczną wnikliwością, analizują rodzice, w obliczu śmierci ukochanego dziecka  każdy z nich myśli, że bardziej cierpi, że bardziej kochał. Niezwykła dojrzałość portretowanych postaci, ich zdolność do autorefleksji, a także otwartość, wnikliwość, wrażliwość i empatia autora, któremu zaufali, pozwala nam odkryć kolejne piętro znaczeniowe tego utworu. Pozornie realizując schemat męskiego podejścia do życia, mąż ucina ze złością: „a tam, rozmawiać… ile można rozmawiać…”. I nagle słyszymy emanację głębszego wejrzenia w siebie przez tego protagonistę w postaci… jego wierszy. Emocje w nich wyrażane niezwykle wzruszają. Autor reportażu czyta słowa ojca po stracie: „nie sądziłem, że brak nerwów, kopiących nóg tak boli, boję się zatrzeć jej ślady sześcioletnich stóp”….

Po krótkim rozstaniu para w końcu zaczyna rozmawiać i  uczyć się nowego życia we dwoje. Wydaje się, że to jest finał tej opowieści. Ale nie. Czeka na nas kolejne piętro tego artystycznego tortu. W dalszym planie słyszymy dziecięce krzyki, kibiców. Zarysowuje się rama kompozycyjna. Rodzice Weroniki ufundowali nagrodę dla ostatniej zawodniczki w biegu. Informacja o tym ciekawym sposobie przepracowania żałoby i upamiętnienia córki daje odetchnąć od napięcia. Jednak znów tylko na krótką chwilę. Bo oto słyszymy kolejne wyznanie męża – „najgorsze zdanie  – dlaczego nie mogę być matką”… Okazuje się, że Weronika nie była jedynym dzieckiem, które stracili ci ludzie…  Po tej szokującej wiadomości, następuje kolejne zaskoczenie dla słuchacza.  Teraz para ma rocznego syna. Dodajmy, skrzętnie „ukrywanego” w warstwie dźwiękowej. Z łatwością przecież, podczas nagrywania rozmów, do mikrofonu mogłyby dotrzeć także urywki dziecięcego gaworzenia. Pilnowanie, by tak się nie stało, to kolejny przejaw sprawności warsztatowej  autora – twórcy muszą już na etapie nagrań  myśleć o  ostatecznej konstrukcji utworu. Michał Słobodzian w ultrazbliżeniu (sposobie nagrywania opisywanym przez Katarzynę Michalak  „Dźwięk bez fikcji. O radiowym reportażu artystycznym”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2023), rejestrował wypowiedzi obojga bohaterów osobno. To dawało możliwość uzyskania najbardziej szczerej i intymnej opowieści. Mąż i żona brzmią jednak jakby dialogowali – i to kolejny majstersztyk. Oprócz znakomitej, przemyślanej i precyzyjnej kompozycji, daru otwierania bohaterów przez wrażliwego twórcę, ich chęci  podzielenia swoimi uczuciami i myślami w obliczu tak trudnej biografii, trzeba docenić także doskonałą realizację tego reportażu autorstwa Marka Rzepy.

W finale dowiadujemy się o zasługującym na podziw wyborze rodziców, którzy wcześniej stracili dzieci. Wcale nie chuchają, nie dmuchają na syna. Opanowali lęki, które, po niewyobrażalnej kumulacji dramatycznych doświadczeń, mogłyby im towarzyszyć z wielką mocą do końca życia. Jak mówią, „jak ma się coś wydarzyć, to się wydarzy”. W urodziny Weroniki zjedzą znów jej ulubiony tort. A my smakujemy coraz lepsze warstwy doskonale wyważonego  dźwiękowego utworu.

Filmoterapia zyskuje coraz większą popularność, jej wartość i skuteczność jest dostrzegana przez specjalistów m.in. z dziedziny psychologii. Pod tym kątem znamy też od dawna wspierającą w poznawania własnego wnętrza i oswajaniu wielu bolączek wartość literatury. Czas na szerszą skalę docenić audioterapię. „Koniec/początek” Michała Słobodziana jest jej  doniosłym przykładem.

Recenzję przygotowała Monika Siwak

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.