Chodzi mi o reportaż „Dom” – audycję Andrzeja Mularczyka i Mariana Bekajły z 1962 roku. I nie chodzi mi tylko o podobny czas powstania. Choć o oczywistych różnicach też później napiszę. Nie mogę nie podziękować Kasi Michalak – (niech to będzie klamra, bo od podziękowań zaczynałem tę dla Państwa serię) – bo to dzięki Jej książce „Dźwięk Bez Fikcji” – dowiedziałem się o istnieniu takich pojęć jak „model aktancjelowy”, ale – także o fenomenalnych dźwiękowych opowieściach z przeszłości, żeby nie napisać – z epoki. Kasia nie tylko podaje świetne przykłady z Polski i świata, ale też rozkłada je na czynniki pierwsze, momentami w tabelkach – bo i momentami Jej książka przybiera podręcznikowy charakter – dla osób, które chcą znaleźć się „po drugiej stronie” mikrofonu.
Ta historia wychodzi naprzeciw mojej dużej, choć wzbudzonej względnie niedawno pasji do starego kina, do wszystkich Zbyszków Cybulskich rodzimej i nie tylko kinematografii, do ziarna z taśmy, i całego tego uroku sprzed wielu dekad. Mimo, że mówimy tylko o archiwalnych dźwiękach – podobne emocje wywołał we mnie reportaż „Dom”.
Podobieństwa do jednej z najwybitniejszych polskich produkcji filmowych wszech czasów? To nie tylko względnie podobny czas, w których powstały. Postać dozorcy – to główny, jeśli nie de facto jedyny bohater dźwiękowej opowieści. Możemy kogoś podobnego znaleźć w scenach między Zbyszkiem biegającym z karabinem, a Zbyszkiem podpalającym spirytus. To drugo- lub raczej trzecioplanowy dozorca właśnie, z którym Maciek wspomina czasy sprzed oraz – z kończącej się właśnie wojny. Dostrzegam tu pewne podobieństwo, choć o ile w półtoragodzinnej produkcji oglądamy trzeszczący z hukiem koniec wojny, o tyle w „Domu” – z hukiem wali się mały świat zamknięty w jednej kamienicy.
Różnice? Oczywiste. One Man Show. To czym także jest „Dom”. Choć pierwotnie miało tak nie być. Linkujemy na dole do całego cyklu Polskiego Radia „Rozmowy po zmroku”. Na początku – bardzo słusznie – znajduje się przedmowa jednego z autorów – także już mocno archiwalna, przez to urokliwa – opowieść o technicznych i logistycznych realiach takiej produkcji. Przeuroczy moment technologiczny, w którym można było w końcu realizować nagrania poza radiowym studiem. Ciężko też było wcześniej o pewną spontaniczność. O kamienicy, która miała iść do rozbiórki – mieli opowiadać wszyscy jej mieszkańcy. Okazało się, że jest to w stanie zrobić jeden człowiek. Pan Kazimierz Jechanowski – to on jest bohaterem i późniejszym pierwowzorem postaci dozorcy z telewizyjnego serialu „Dom”, w której to roli wystąpił Wacław Kowalski!
Czym to się zaczyna? Niepojętym dla mnie w kontekście fizycznego montowania i cięcia nożyczkami taśm – pięknym montażem – opowieści o danym wątku z równoczesnym bardzo dynamicznym ożywianiem ich odpowiednimi odgłosami. Jeśli o mleczarzu – słyszymy butelki. Jeśli o trzepaniu dywanów – wszystko słychać.
To nie jest więc po prostu człowiek – który – z definicji uprawiając ciekawy społecznie i socjologicznie zawód – wielu rzeczy się naoglądał i o nich opowiada.
Potem wjeżdżają rzeczy znacznie poważniejsze: wspomnienia z okupacji, pewien bardzo ryzykowny epizod związany z czworonogiem, ale niedługo potem odbicie – absolutnie zabawna, kapitalna opowieść wokół obyczajów mieszkańców kamienicy.
Nie ma sensu spoilerować czy rozkładać tych pojedynczych anegdot na czynniki pierwsze. Wielobarwny monolog kończy jednak smutny wątek – kamienica nieuchronnie idzie do rozbiórki, co także słychać.
Jeśli stare kino nie jest Waszą totalną pasją, ale raz na jakiś czas lubicie wrócić do totalnych klasyków – polecam Waszej wrażliwości również tych kilkanaście minut.