Wróciłam do Berlina, odpaliłam komputer i zrzuciłam na dysk naście godzin materiału. Zawsze, kiedy zaczynam pracę, mam wrażenie że pływam w chaosie. Najpierw zalewa mnie
nadmiar nagranych godzin i zdaje mi się, że za nic nie wybiorę z tego esencji. Z każdą godziną pracy jednak materiał się zawężał, wskutek czego powstały zgrabne i spójne historyjki, które ostatecznie połączyły się w całość. Reportaż to sztuka kondensacji i rezygnacji, w której metodą prób i błędów szuka się najlepszego spoiwa i odpowiedniego ułożenia.
Przy reportażu pracowałam z panią Anną Sekudewicz, która w ramach przyznanej mi rok temu nagrody przez fundację Audionomia, została moją mentorką. To był dla mnie zaszczyt,
móc skorzystać z wiedzy i doświadczenia tak wybitnej reportażystki. Przedstawiłam pani Ani wstępny zarys reportażu, rozmawiałyśmy o nim wielokrotnie. W miarę postępów mojej pracy wymieniałyśmy maile z komentarzami: co ulepszyć, co dodać, gdzie odjąć, jakie tło dźwiękowe wybrać. Czułam się zrozumiana, zostałam potraktowana z ogromną życzliwością. Mentorski głos pani Anny wskazywał słabe punkty i uwypuklił mocne strony zgromadzonego przeze mnie materiału.
Dostałam od pani Ani zdanie, które stało się dla mnie kompasem w codziennej pracy reporterskiej: w reportażu najważniejsze jest ułożenie słowa. To była wielka radość, móc pracować z panią Anią i przypatrywać się, jak dzięki swojej wiedzy i talentowi operuje moim materiałem i podsuwa możliwe tropy do uzyskania najlepszego efektu końcowego.