“Na zakręcie” albo moje radiowe początki. Uchem Tubilewicza

Zaczniemy absolutnie nietypowo, mam nadzieję, że nie rozczarowująco – o tym na koniec. Tym razem to reportaż Wojciecha Muzala dla Radia Łódź – “Na zakręcie” lub “Między wierszami”, bo takie istniały dwa tytuły; który powstał kilkanaście lat temu. 

Nie mogę nie powiedzieć o autorze nieco więcej, niż mogłem wyczytać na jednej ze stron. To Wojtek – będąc jeszcze w Radiu Łódź, konkretnie w Sieradzu, w redakcji którą stworzył  – był tam jesienią 2016 roku, kiedy międląc w dłoniach płytkę z “demówką”, zapukałem doń i zapytałem, czy mogę się przysiąść i poprzyglądać pracy redakcji. Oferując czas i zaangażowanie, bo żadnych umiejętności wtedy nie miałem. I tak giermkowałem przez kolejne lata, aż podjąłem pracę. Jestem raczej zaimpregnowany na pojęcia typu “autorytet”, w ogóle staram się w życiu unikać dużych słów i nie wypowiadać ich zbyt często (żeby miały swoją rangę i wagę, kiedy już się po nie sięga), ale to de facto Wojtek stworzył mnie “radiowego”. A ze względu na sprzyjającą temu różnicę wieku – poza technicznymi, warsztatowymi umiejętnościami radiowymi – udzielał mi przez kolejne miesiące i lata pewnej filozoficznej nadbudowy nad pracą radiowca. Poza tym udzieliło mi się kilka kierunków i schematów myślowych tak ogólnie. A wymiernym dowodem od rzeczywistości na drive, pasję i talenty Wojtka jest to, że obecnie mogą go Państwo usłyszeć w ekstremalnie porannym programie w Radiu TOK-FM (od piątej rano!) – Pierwszy Program.

 Także jego projekcja udzieliła mi się, jeśli chodzi o postrzeganie reportaży. Mieliśmy okazję wielokrotnie podsłuchiwać fragmenty, choćby w wieczornych pasmach w Radiu Łódź. Zawsze trzymałem się od tego z daleka. To była – niestety dla bohaterów tych opowieści – jakaś smutna kalka ze smutnym pianinkiem, egzaltacja, “Oskarek odszedł we śnie” – i tak dalej. Zakodowanie w DNA większości reportażystek i reportażystów Polskiego Radia, że zawsze ludzki dramat stanowi przepis na reportaż. Entuzjazm, który chyba ci autorzy przejawiali najbardziej względem siebie. Bańka, własny świat. Pamiętam wizytę w dawnym Programie Trzecim Polskiego Radia (chyba z tym terminem zgodziliby się także obecnie wskrzeszający), gdzieś w 2018 roku, kiedy z doskoku pojawiłem się na seminarium reportażu i przy zgaszonym świetle w Studiu Osieckiej nie ratowały mnie nawet trzy kawy.

 Więc taki to był dla mnie świat, ale – wracając do tamtej nocy.

 Usiedliśmy przy komputerze, zapaliliśmy papierosy. Wojtek sięgnął po ów reportaż. Co bardzo ważne – nie znałem tej historii, tej zbrodni, do której sprowadza się historia. Usłyszałem dialog Wojtka z osadzonym, odbywającym w sieradzkim więzieniu karę dożywocia – niejakim Gabrielu S.  Co od razu mnie uderzyło? Prostota tegoż. To ta rozmowa jest osią tego reportażu. Autentyzm, do którego nie mają podjazdu najlepsze truecrime’owe seriale Netflixa, ani tym bardziej podkasty kryminalne, w których to jedna osoba opowiada po prostu to, co się wydarzyło. Rozmowa z autentycznym sprawcą. Tajemnicza, wypełniona poetyckimi odniesieniami – osadzony opowiada o swojej rzekomej przemianie; sam zaczął pisać wiersze oraz prośby o ułaskawienie. Co jakiś czas słyszymy dźwięki krat, przekręcanych zamków, jakieś echa.

 Wchodzą wypowiedzi jednego z pracowników służby więziennej, które są nieco na kontrze do tego, co opowiada nam skazany. Wojtka pytania również mają na celu wzięcie tej postaci nieco pod włos. A w którymś momencie pojawiają się wypowiedzi… rodziców. I one – niczym kolejne puzzle – dokładane do tej historii w ramach wciąż tajemniczej, niepokojącej układanki. I dopiero po jakichś dziesięciu minutach – jedna z osób z zewnątrz tego pokoju spotkań, w którym była nagrywana główna rozmowa – wyjawia ogrom dokonanej zbrodni.

 Kluczowy w tej historii, w jakimś sensie – jest samochód. I ja po wysłuchaniu tego reportażu – i wypaleniu więcej niż normalnie przez ten czas papierosów – trochę bałem się wracać swoim autem do domu.

 I to jest streszczenie reportażu “Na zakręcie”/”Między wierszami”. Dlaczego wersja audio nie jest okraszona fragmentami? Dlatego, że nigdzie nie można go znaleźć. Być może sam Wojtek dysponuje jakąś kopią, ale byłby to nienajlepszy pomysł na udostępnianie go w sieci w ten sposób. Kwestie prawne nie wyróżniają tu Polskiego Radia spośród innych mediów. Puszczałem ten reportaż ze strony internetowej koleżankom i kolegom z grupy studenckiej, ale to było dobrych parę lat temu. Teraz – mimo nieporównywalnie wielkich zasobów (ludzkich i finansowych) w porównaniu na przykład do komercyjnych rozgłośni – tego typu dzieł – w powszechnie dostępnym archiwum – nie sposób znaleźć. SZKODA. To była prawdziwa perełka wśród dramatycznych historii. Opowiedziana w niesamowitej formie.

 Pytałem jeszcze jakiś czas temu koleżanki z Radia Łódź czy chociaż w wewnętrznym systemie emisyjnym gdzieś jeszcze można to znaleźć, ale niestety – również nie.

 Niech to będzie zatem (trochę nie ma innego wyjścia) – opowieść o mnie samym bawiącym się w radio, odbierającym je; i o tym, jak nawet audioreportaż potrafi siedzieć w człowieku. Proszę mi wybaczyć, jeśli rozbudziłem Waszą ciekawość co do samej historii.

 Znajdą państwo w sieci inne materiały o Gabrielu S. i jego czynie – ale nie zakładam, żeby ktoś zrobił lepszą treść audio na ten temat, niż zrobił to kilkanaście lat temu Wojtek Muzal.

 To była recenzja bez “wkładki” , ale kolejne – już będą okraszone:) 

 

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.