„Na granicy człowieczeństwa” – recenzja reportażu Małgorzaty Żerwe

Po jednej stronie – szukający bezpiecznego schronienia migranci. Po drugiej – żołnierze stojący na straży państwowej granicy. Mężczyzna w mundurze, napotykając na swojej drodze uchodźcę, staje przed dramatycznym wyborem: pociągnąć za spust czy podzielić się własną racją żywnościową. Ta skrajna sytuacja zmusza do postawienia fundamentalnego pytania: gdzie w opisanym konflikcie przebiega granica człowieczeństwa?

Reportaż Małgorzaty Żerwe przybliża punkt widzenia migrantów, którzy chcieli przedostać się z Białorusi do Polski. Autorka pokazuje, jak ich życie zmieniło się na przestrzeni kilku lat. Część z nich otrzymała wsparcie od fundacji, inni trafili do ośrodków detencyjnych. W tych ostatnich panują dramatyczne warunki: przeludnienie, niewystarczająca infrastruktura sanitarna oraz przemoc. Dużą trudność sprawiała także izolacja. Jak przyznaje jedna z osób, będąc w lesie, na bagnie, ma się chociaż jakąś wolność – a w ośrodku jest się kontrolowanym.
Słuchając tego reportażu, czułam się, jakbym wchodziła na coraz większe bagno. Autorka buduje napięcie i stopniowo zawęża perspektywę. Na początku osoby, które się wypowiadają, zmieniają się dynamiczniej. Mniej więcej w połowie reportażu autorka skupia się i oddaje całą uwagę historii Oli. Kobieta wraz z rodziną spędziła siedem dni w strefie objętej zakazem wjazdu, przeżyła ostrzał ze strony żołnierzy, by ostatecznie trafić do ośrodka detencyjnego. W tym momencie narasta uczucie, że z tej pułapki nie ma już ucieczki. Irakijce udało się jednak wyrwać z detencji – dzięki protestowi głodowemu oraz zainteresowaniu mediów otrzymała mieszkanie i trafiła pod opiekę Centrum Wolontariatu przy Archidiecezji Lubelskiej. Nie oznaczało to jednak szczęśliwego finału. Autorka ustaliła, że Ola nie mogła znieść bezustannej opieki Kościoła oraz wykorzystywania jej rodziny do celów propagandowych i ostatecznie wyjechała do Niemiec.

Gdy wydaje się, że głębiej w ten mrok wejść się już nie da, autorka w finale uderza przejmującym kontrastem dźwiękowym. Spotkały się dwie perspektywy – migrantów oraz osób sprzeciwiających się ich obecności. Najpierw słychać głos odczytujący beznamiętnie, mechanicznie listę nazwisk zmarłych migrantów. W tle stopniowo narastają z początku ciche narzekania i okrzyki protestujących. Z czasem to one stają się coraz głośniejsze, aż w końcu całkowicie zagłuszają głos odczytującego. A słuchacz zostaje z poczuciem pełnego pochłonięcia przez tę przytłaczającą, bezduszną rzeczywistość.

Gosia Kmiecicka

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.