Lubelski Reportaż Radiowy – 30 lat zapisywania świata

Redakcja Reportażu Radia Lublin jest jednym z najważniejszych ośrodków reportażu dźwiękowego w tej części Europy. W kończącym się roku mija 30 lat od jej powołania przez ówczesnego prezesa lubelskiej rozgłośni – Janusza Winiarskiego. Z tej okazji prezentujemy Wam tekst napisany pięć lat temu przez pierwsze Szefowe Redakcji – Małgorzatę Sawicką i Annę Kaczkowską.

Historia Redakcji Reportażu tak naprawdę zaczyna się znacznie wcześniej. Już w latach sześćdziesiątych podwaliny pod tzw. Lubelską Szkołę Reportażu kładą dwaj Januszowie : Danielak i  Weroniczak. Autorzy ci rangę  nagrywanych w terenie ludzkich dramatów zrównali z twórczością pisarską, a byli autorami opowiadań, słuchowisk, felietonów i reportaży literackich. Ich słuchowisko dokumentalne „Traktat o czasie”, na którym po dziś dzień można uczyć się zasad kompozycji, techniki operowania dźwiękiem, czystości montażu, przygotowane było w 1964 roku specjalnie na najważniejszy światowy konkurs sztuki radiowej Prix Italia. Adeptów dziennikarstwa radiowego, stawiających pod ich kierunkiem pierwsze kroki, uczyli nie tylko nagrywać i montować, ale też pisać, twierdząc zapewne nie bez racji, że pisanie uczy dyscypliny myślowej i odpowiedzialności za słowa. Uczyli cenić słowo, przyglądać się jego odcieniom znaczeniowym i emocjonalnym. Reportaż w ich wydaniu – co stanowi do dzisiaj cechę charakterystyczną szkoły lubelskiej – nie był  jedynie relacją. Miał wiele wspólnego z literaturą piękną – poprzez misternie budowaną dramaturgię wydobywał głębsze sensy z pozornie błahych zdarzeń.

My pojawiłyśmy się w radiu w połowie lat 70. W tamtych czasach w strukturze rozgłośni  nie było jeszcze oddzielnej redakcji reportażu, ale ta forma radiowej twórczości była wszechobecna. Anka Kaczkowska stawiała pierwsze reportażowe kroki u Janusza Winiarskiego w Redakcji Wiejskiej, z założenia publicystycznej, ale to było „niepodległe państwo w państwie”, instytucja, twórcza sitwa, która budziła podziw i zazdrość reszty zespołu. Małgorzata została przyjęta do Redakcji  Interwencji i Społeczno- Ekonomicznej. Był to czas przyjaźni, wspólnoty, prawdziwego koleżeństwa, wyrażającego się zainteresowaniem tym, co robi współpracownik.

Jedna z najbardziej wyrazistych osobowości tamtych czasów – Wacek Biały, w kolejce do wiecznie zajętej montażówki, przysłuchiwał się zmaganiom mniej doświadczonych radiowców, aż w końcu padały słowa: przesiądź się na krzesło pod oknem. I następowała praktyczna lekcja – jak pozbyć się waty słownej, w jaki sposób skrócić wypowiedź, żeby mocniej zabrzmiał jej sens a nie doszło do poszatkowania składni i naturalnego brzmienia języka, jak powiązać najciekawsze sceny opowieści.

W nagraniach mówiliśmy o wszystkim, oprócz tzw. tematów zastrzeżonych. Wiadomo było, że nikt nie przemyci wypowiedzi opozycjonisty ani np. krytyki pod adresem władzy szczebla wyższego niż gminny. Byliśmy trochę jak zwierzęta gospodarskie, które  pasą się swobodnie na łące, ale wiedzą, że poza ogrodzenie wyjść nie można. Z tym, że w czasach Gierka ta przestrzeń swobody wydawała się dość duża. Obowiązkowo trzeba było przez telefon streścić materiał, ale tak umiejętnie, żeby nie obudzić czujności cenzora. Tylko raz nie dopuszczono do emisji audycji Małgorzaty o dzielnicowym – sierżancie MO Dudzie, który w czasie strajków „Solidarności” miał odwagę powiedzieć do mikrofonu, że nie chce być zbrojnym ramieniem partii, że powinien zwyczajnie pomagać ludziom. Co ciekawe, nie była to interwencja cenzora, tylko redaktora naczelnego.

Wyjątkowy był ten rok 80-ty, kiedy „Solidarność’ wyzwoliła w nas wszystkich odwagę i docenienie wolności. Nasi rozmówcy już się nie krępowali mówić, co myślą. I dlatego zamordyzm stanu wojennego stał się tak trudny do zniesienia. Okazał się testem ludzkich postaw. Jak wiadomo w zawodzie dziennikarza człowiek tylko raz traci twarz i nazwisko. Nie da się już odzyskać ani nazwiska, ani twarzy, o czym świadczy przykład  prezenterów i żurnalistów stanu wojennego, szybko odzianych w mundury a potem równie szybko odesłanych w niebyt. Może ich przykład skłoni do refleksji młodych dziennikarzy, dzisiaj gotowych zgadywać: co spodoba się aktualnym szefom od strony interpretacji politycznej. Niestety pochlebstwa i naginanie rzeczywistości to bardzo krótkowzroczny pomysł. Jeżeli chcecie być rzetelnymi dziennikarzami, róbcie swoje i bądźcie wierni prawdzie.

Po 13 grudnia 1981 obydwie znalazłyśmy się na liście dziennikarzy do natychmiastowego wyrzucenia. Tak zadecydowano na naradzie władz partyjnych i służb specjalnych w KW PZPR, o czym po latach dowiedziałyśmy się dzięki dokumentom z IPN-u. Wtedy od grudnia do marca cała załoga radia miała „urlop okolicznościowy”. Odbywały się tzw. weryfikacje pracowników, mające formę przesłuchań i zastraszania.  Z nami nikt nie rozmawiał, 31  marca 1982 wręczono nam decyzję: „Zwolnienie ze służby w jednostce zmilitaryzowanej”.  Bez podania przyczyn. Z jednej strony trzeba było się pogodzić z tym, że jesteś człowiekiem wykluczonym, że dostajesz wilczy bilet i wiesz, że już nigdy do zawodu nie wrócisz. Z drugiej – poczułyśmy, że jesteśmy wolne. Trzeba się było się zastanowić, co zrobić z tą wolnością. Anka wróciła do fascynacji teatrem; prowadziła w klubach osiedlowe teatrzyki dziecięce. Małgosia po próbach funkcjonowania w różnych zawodach ( malarz pokojowy, fryzjerka, krawcowa – bo  nikt nie chciał przyjąć do pracy ) zdecydowała się na emigrację do Australii.

 

Trzy Szefowe Redakcji Reportażu: (od lewej) Katarzyna Michalak (2011-2018), Małgorzata Sawicka (1993-2003), Anna Kaczkowska ( 2003-2011)

Małgorzata Sawicka

 Teraz przeskoczę całe dziesięciolecie. Wiosną 1992, gdy w naszym kraju działy się rzeczy, o których się ani nam, ani naszym mistrzom nie śniło, wróciłam z Australii. Szefem radia był wtedy Janusz Winiarski, kiedyś kierownik Redakcji Wiejskiej. Rozpędu nabierał proces demokratyzacji. Mieliśmy okazję prezentowania, bez żadnych zahamowań, wszystkich poglądów: tych z prawa i tych z lewa;  kipiąca różnorodność przekonań była przepiękna; Otwieraliśmy się na świat.

Janusz Winiarski  był wizjonerem, estetą, perfekcjonistą, artystą, tworzył nowe radio z odwagą i wyobraźnią. Od początku zakładał istnienie w Radiu Lublin Redakcji Reportażu. To dzięki niemu w 1993 roku powołana została redakcja z własnymi pomieszczeniami, z przyzwoitym budżetem, ze mną jako szefem, z wizją wprowadzania coraz to nowych form reportażowych (np. esej radiowy, feature, łączenie elementów słuchowiska z reportażem), eksperymentów z dźwiękiem, łowienia młodych talentów, pielęgnowania starych i sprawdzonych, z perspektywą dołączenia do czołówki polskich, a z czasem i światowych mistrzów reportażu radiowego.

Janusz uważał, że zespół wymaga takiej pielęgnacji i troski jak rośliny w ogrodzie. Dbał o swoje ogrody i w sensie dosłownym –  o rabatki wokół rozgłośni, i w sensie metaforycznym – o ogród radiowy, o ludzi, sprzęt, estetykę. Także pielęgnował pełen wspomnień ogród w Józefinie, gdzie spędził ostatnie lata życia. Zdążyłam przed jego śmiercią (2012) nagrać reportaż „Ogród pełen ludzi”, udało się na pożegnanie przypomnieć jego niebanalną osobowość, a w imieniu redakcji podziękować za to, że nie zrobiwszy nigdy reportażu, tyle zrobił dla reportażu i dla lubelskiej szkoły reportażu. Gdyby nie on, być może dzisiejsze sukcesy redakcji nie byłyby tak spektakularne.

Prawdopodobnie i ja w jakimś niewielkim stopniu przyczyniłam się do  międzynarodowych triumfów redakcji. Wiem, że moje młodsze koleżanki mówią o naszych relacjach w pierwszym dziesięcioleciu pracy redakcji – „szorstka przyjaźń”, stosowałam podobne metody jak moi mistrzowie, wymagałam  bez pobłażania, żadnego klajstru w ocenach, recenzja uczciwa, w cztery oczy, bez publicznego wytykania potknięć. Zachęcałam do eksperymentów dźwiękowych. Próbowałam uświadomić początkującym reporterom, że talent to tylko punkt wyjścia, a reszta to harówka, krew, pot i łzy, że nad dziełem pracuje się dotąd, aż będzie bliskie doskonałości. Czasem tylko, w przypadku niereformowalnej, zadowolonej z siebie miernoty, odpuszczałam śrubowanie wymagań. Zdruzgotanych debiutantów pocieszałam cytując Weroniczaka: „spokojnie, każda małpa się tego nauczy”. I co ważne – redakcja zawsze była otwarta dla każdego, kto tylko chciał się zająć tą pracochłonną, trudną formą. Młodzi reportażyści mogli liczyć na pomoc dotąd, dopóki się całkiem nie usamodzielnili. Uważałam też, że prawdziwa siła, to zgodny zespół. Jeśli młodsi koledzy są gotowi potwierdzić, że mój wkład pracy coś znaczył, to ja mogę tylko powiedzieć, że dla nauczyciela nie ma większej radości jak sukcesy jego uczniów.

Na zakończenie kilka słów o osobliwym przypadku redakcyjnego usynowienia. Kiedy pojawił się u nas świeżo upieczony dziennikarz Mariusz Kamiński i dał mi do posłuchania swój pierwszy reportaż, napisałam do jego nauczycielki Małgosi Żurakowskiej krótki liścik „Ja młodego człowieka usynowię”. Od razu wiedziałam, że będzie cennym nabytkiem dla radia. Ostatni wysyp nagród jest na to dowodem, a 2 polskie Pulitzery w jednym roku, chyba zdarzyły się tylko jemu. Wiele lat później dowiedziałam się, że nosi ten list w portfelu. Choć Mariusz jest głównie znany jako autor rzetelnych, atrakcyjnych dźwiękowo dokumentów historycznych, to reportaż obyczajowy „Ja też chcę być Małyszem” przyniósł mu stypendium im. Jacka Stwory. To stypendium zdobyły też Agnieszka Czyżewska i Kasia Michalak. Ono zaznacza początek dojrzałości warsztatowej laureata. Odchodziłam w 2003 roku na emeryturę z przekonaniem, że zespół będzie dobrze sobie radził pod kierunkiem Hani Kaczkowskiej.

 

 

 

Janusz Winiarski, fot. archiwum

Anna Kaczkowska

 

Do radia wróciłam w czerwcu 1989 roku na specjalnych prawach  jako autorka audycji wyborczych Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Lublinie Wywołało to poruszenie wśród kolegów bardzo oddanych poprzedniej władzy. Po przełomie wróciłam na stałe i w 1993 roku weszłam w skład Redakcji Reportażu ( wraz z Małgorzatą Sawicką – kierowniczką, Czesławą Borowik i Agnieszką Czyżewską ) a potem kierowałam tym zespołem od roku  2003 do 2011. Dołączali do nas kolejno: Mariusz Kamiński, Katarzyna Michalak, Monika Hemperek, nieco później Monika Malec i liczni stażyści. Objęcie stanowiska powinnam porównać do wejścia do rozpędzonego pociągu. Z satysfakcją obserwowałam młodszych kolegów, korzystających z dobrodziejstw, o których nasze pokolenie mogło jedynie pomarzyć. Mowa tu o udziale w międzynarodowych projektach ze Szkołą Mistrzostwa Radiowego EBU na czele. EBU Master School on Radio Documentary została powołana przez Europejską Unię Nadawców, by pielęgnować najwyższe standardy radia artystycznego. Skończyły ją aż trzy nasze autorki, które pod okiem światowych mistrzów gatunku realizowały swój reportaż marzeń. Dziś to lubelskie reportażystki uczą radiowego warsztatu młodych dziennikarzy ze wschodu i zachodu Europy.

 

Na początku lat dwutysięcznych nastąpił gwałtowny  rozwój techniki radiowej, Montaż analogowy został zastąpiony komputerowym, pojawiły się  magnetofony cyfrowe, znakomite mikrofony. Technika prowokowała do doskonalenia formy –  w reportażu już nie tylko temat był ważny, ale sposób posługiwania się radiowym językiem. Obraz dźwiękowy stawał się tak sugestywny, że słuchacz wręcz widział bohatera audycji w określonej scenerii niczym w filmie, czuł oddech tej drugiej osoby  poruszony, że powierza mu największe swoje tajemnice.

Redakcja robiła dziesiątki reportaży, wśród których zdarzały się audycje bardzo dobre a czasem znakomite i dosłownie rozbijała pule nagród w konkursach krajowych i zagranicznych, stając się najbardziej utytułowanym zespołem wśród  rozgłośni regionalnych Polskiego Radia. Wywalczyliśmy takie trofea jak: Prix Europa, Prix Italia, Prix Marulić, Prix Bohemia, Åke Blomström Award, tytuły Radiowych Reportażystów Roku w konkursie Melchiory, Grand Prix Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Prezesa Polskiego Radia, Polskiego Pulitzera – Nagrodę Wolności Słowa, dwa Złote Mikrofony i wiele, wiele innych.

Jednocześnie obserwowaliśmy jak zmienia się percepcja współczesnego słuchacza. Młodsze pokolenie, skoncentrowane na mediach obrazkowych, nie zawsze potrafi skupić się na słuchaniu. Stąd pomysły propagowania „sztuki świadomego słuchania”. Jednym z nich był projekt  autorskich spotkań z reportażem w przestrzeni Starego Miasta – „Na Własne Uszy”. Właśnie wtedy, w 2011 roku autorka projektu – Kasia Michalak objęła kierowanie Redakcją. Wkrótce stała się też oficjalną reprezentantką Europy Środkowo – Wschodniej w Komisji Dokumentalistów Europejskiej Unii Nadawców i zaczęła snuć odważne plany…(dziś w Euroradio Feature Group zasiada Agnieszka Czyżewska-Jacquemet)

 

W 2015 roku odbyło się w Lublinie wydarzenie, które chyba najlepiej uzmysławia  obecność lubelskiej redakcji reportażu na radiowej mapie świata. Chodzi o 41 Międzynarodową Konferencję Reportażystów – The International Feature Conference.

Do naszego miasta przyjechało 120 autorów z całego globu. Po raz pierwszy w tym wydarzeniu, organizowanym rok rocznie w najrozmaitszych miejscach na świecie,  mogli wziąć udział dziennikarze ze wschodniej Europy: Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy czy Gruzji. Hasło konferencji  „Looking East ” nie okazało się puste dzięki wsparciu finansowemu Miasta Lublin. Starsi radiowcy pamiętają, jak wielkim przeżyciem dla reportażystów i autorów słuchowisk była możliwość zaprezentowania naszych, polskich audycji na międzynarodowym forum. Stało się to dopiero po 1956 roku, po rozluźnieniu „żelaznej kurtyny”. Nasi koledzy ze Wschodu, nawet z Nepalu , swój debiut przeżywali trzy lata temu w Lublinie i ciągle go wspominają jako wydarzenie przełomowe.

 

The International Feature Conference, Lublin, maj 2015

Chciałybyśmy utrzymywać współpracę z reportażystami Radia Lublin, z dojrzałą a zarazem młodą ekipą, której osiągnięcia przyjmujemy z dumą i troską. Czy bez przeszkód będą mogli wypełniać swoją misję ?  Czy nadal będą mogli opowiadać o rzeczywistości takiej, jaką ona jest; bez jej pudrowania, retuszowania, zakłamywania ?

Czy będą mieli prawo do innowacyjności i eksperymentu ?

Pamiętajmy: reportaż to nie informacja, nie publicystyka,  to forma artystycznej twórczości.

Zjawisko „szkoły reportażu” nie bierze się znikąd, jest  wynikiem skomplikowanego procesu, który może zaistnieć w ściśle określonych warunkach. Muszą być spełnione co najmniej trzy: tradycja, dobór indywidualności twórczych oraz sprzyjający klimat w samej rozgłośni

Jesteśmy pewne, że zespołowi zawsze będzie przyświecać podstawowa zasada etyczna: nigdy nie szkodzić bohaterowi. I mamy nadzieję, że autorzy nie zaszkodzą samym sobie. Że nigdy nie zgodzą się na tworzenie pod dyktando. Bo mają kręgosłup, poczucie uczciwości i własnej wartości.

Że mimo chwilowych kryzysów, zawsze będą mieć w pamięci słowa Hanny Krall, która nieraz oceniała nasze prace w konkursie „Melchiory” a  która  powiedziała o reportażystach to, co wszyscy myślimy:

„Wielu kolegów traktuje dziennikarstwo jako sposób, jako drogę do czegoś, np. do polityki. Inni są działaczami społecznymi, a dziennikarstwo jest polem ich działania. Bardzo wielu chce zarabiać duże pieniądze i zarabiają.(…). Dla reportera najważniejszy jest reportaż, czyli dokonywanie zapisu świata.”

( z Marek Miller , Reporterów sposób na życie, Czytelnik, Warszawa 1983. )

Tekst Małgorzaty Sawickiej i Anny Kaczkowskiej ukazał się po raz pierwszy 19 maja 2018 roku w Gazecie Wyborczej Lublin

 

Jubileusz dwudziestolecia Redakcji Reportażu Radia Lublin, grudzień 2013 r.

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.