Pierwsza była Lenka
Jej głos był cichy i autentyczny. Nie próbował przekonywać. Nie potrzebował tego. Niósł w sobie zwyczajność życia, które nagle przestaje być zwyczajne. Opowieść Ukrainki, która mieszkała w Polsce, a gdy wybuchła wojna, stała się mostem między światami — tym, który płonął, i tym, który próbował przyjąć ogień cudzej tragedii.
Słuchaliśmy jej historii („Lenka” Katarzyna Michalak) 22 stycznia 2023 roku, podczas dnia kultury ukraińskiej. W ciemności jej słowa nie były już reportażem. Były obecnością. Były czyimś życiem, które na chwilę zostało powierzone naszej uwadze.
W marcu przyszła opowieść o ucieczce
Tatiana i Michaił Borodkinowie opuścili Białoruś, bo zostanie oznaczało zgodę na milczenie. Ich historia, opowiedziana w reportażu Agnieszki Czyżewskiej-Jacquemet („Przebudzenie”) podczas dnia kultury białoruskiej, była historią odwagi, która nie ma w sobie nic z patosu. Jest cicha. Jest zmęczona. Jest prawdziwa. W ciemności łatwiej było zrozumieć, czym jest utrata miejsca, które kiedyś nazywało się domem.
W kwietniu pojawiła się Ewa
Mijaliśmy ją codziennie, choć jej nie znaliśmy. Młoda Romka, stojąca pod kościołem, obecna i jednocześnie niewidzialna. Reportaż Katarzyny Michalak „Mijając Ewę” nie próbował jej tłumaczyć. Nie próbował usprawiedliwiać świata ani go oskarżać. Pozwalał jej mówić. W ciemności nie było już „jej” i „nas”. Był tylko człowiek, którego życie nie mieści się w prostych opowieściach.
W maju przyszła droga
Reportaż Magdy Świerczyńskiej-Dolot „W naszych rękach” opowiadał historię kurdyjskiej rodziny, która opuściła Irak. Decyzja o wyjeździe nie była momentem odwagi. Była sumą strachu, nadziei i desperacji. Była wyborem między tym, co znane, a tym, co możliwe. W ciemności ich kroki rozbrzmiewały wyraźniej. Każdy dźwięk niósł ciężar tego, co zostawili za sobą. Każda pauza była miejscem, w którym mogło wydarzyć się wszystko.
„Film bez obrazu” nie był tylko cyklem o reportażach i towarzyszącej im rozmowie z twórcami. Był przede wszystkim cyklem o spotkaniu. Każdy odsłuch był doświadczeniem wspólnotowym, w którym znikały różnice, a zostawało tylko to, co najważniejsze – obecność. Historie utkane z głosów, ciszy i dźwięków świata pozwalały słuchaczom stworzyć własny, wewnętrzny film. Historie, których wspólnie wysłuchaliśmy, zostały pod powiekami na długo po tym, gdy zapaliły się już światła. Bo czasem, żeby zobaczyć naprawdę, trzeba najpierw zamknąć oczy.