„Dźwiękowe ślady dzieciństwa” – relacja z autorskiego spaceru po gdańskiej Strzyży

Skoro historia może być podzielona na rożne dziedziny rzeczywistości, istnieje sama w sobie. Równolegle mogą egzystować historie dotyczące percepcji zapachu i dotyku, a w tym przypadku dźwięku, który zresztą nigdy nie istnieje bez kontekstu. Oczywiście możemy sobie wyobrazić galerię z rzędem słuchawek, w których brzmią odgłosy parowych maszyn, zaprzęgów konnych, śpiewów ptaków pozbawionych tła groźnego pomruku miasta.

Zawsze mnie nurtowało, co zostaje zakodowane w naszej osobistej pamięci? W jaki sposób obraz, który mamy przed oczami jest w stanie przywołać dźwięki zachowane w schowku naszego słuchowego banku? Jak brzmiał świat w czasach naszej młodości? Jak się zmienił? Czy stało się tak jak z architekturą miejską, w miejsce starych domów powstały nowe plomby? My chcemy wyobrazić sobie jak słyszeli świat nasi dziadkowie. Jak pozostała w swym brzmieniu otaczająca nas natura, tak nasza cywilizacja zaczęła brzmieć zupełnie inaczej.

fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek

Szukałem odpowiedzi. Zaprosiłem Was na wycieczkę po Strzyży, dzielnicy Gdańska, której nazwa kiedyś brzmiała inaczej, a w której się urodziłem i wychowałem. Miejscu, które pamiętam jeszcze jako wieś, leżącą na pograniczu wielkiego lasu, które wraz naszym przyjściem na świat powoli, lecz nieubłaganie, stawało się częścią dużej aglomeracji. Pamiętam pętlę tramwajową linii numer 12, dźwięk wyjących na zakrzywionych torach starych białych tramwajów, których rozsuwające się drewniane drzwi brzmiały jak syreny straży pożarnej. Buczenie automatów na bilety kolejki podmiejskiej. Kartoniki zjeżdżające w dól jak na sankach. Miewały rożne kolory, dzięki nim można było się dostać z Zaspy do Gdańska Głównego albo samego Wejherowa.

Szmer i tajemniczy zgiełk zajezdni. Kiedy wiał wschodni wiatr, słychać było stocznię, jak by ktoś walił wielkim młotem w równie wielki okrętowy kadłub statku.  I te dni we mgle, ujadający sygnał tak zwanego buczka. Stojącej na wejściu do portu radiolatarni przeciwmgłowej. Zimą głośny chichot wielkich mew, latem inne mniejsze mewy śmiały się do rozpuku.

 

fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek

Jeszcze lotnisko na Zaspie, samoloty swoje a dzieci na podwórkach swoje. Maluchy zadzierały głowy do góry i wołały – “Panie pilocie, ma pan dziurę w samolocie”, też tak krzyczałem i teraz, za każdym razem kiedy widzę lecącą nisko nad ziemią lotniczą maszynę, słyszę w głowie tę melodię. A kiedy rano mijałeś ogrodnictwo i kilka wiejskich chat na samym początku ulicy Michałowskiego, piał kogut, można było słyszeć echo gdakających kur. Potem kilka już kroków dzieliło  od ściany lasu, powoli głosy zmieniały barwę, robiło się coraz ciszej, miasto choć nie tak głośnie jak dziś znikało powoli, zieleń albo śpiewała albo była ciszą albo huczącym wiatrem. Światy i granice światów, wododziały i dźwiękodziały. Inaczej brzmiały słoneczne, inaczej pochmurne poranki.

Kiedy byliśmy mali i niżsi i poruszaliśmy się bliżej ziemi, czuliśmy zapach jak psy. Nasze zmyły były wnikliwe, oczy z bliska oglądały zawiązane w węzełki źdźbła i kępy traw, rozpoznawaliśmy rożne gatunki mrówek. Słyszeliśmy jak wrze praca na placach budów małych wielkich mrowisk. Przeżywaliśmy wspólnie historię, które się nigdy nie wydarzały.

Pomyślałem sobie. Chodźcie ze mną, zobaczmy co się zmieniło od tego czasu i przy okazji wyobraźmy sobie, co tu było słychać jeszcze wcześniej, na przykład 80 lat temu..

fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek

Teraz zasada była prosta, robimy sobie spacer i co jakiś czas przystanek w teraźniejszości. Zatrzymujemy się w jednym miejscu, chwilę opowiadam o wydarzeniu z mojego dzieciństwa, które jest przypisane tej lokalizacji, chwilę słuchamy. Następnie pokazuję fotografię zrobioną w tym punkcie kilkadziesiąt lat temu i wyobrażamy sobie brzmienie miejsca z przed lat. Przykład, to stacja kolejowa na Strzyży, kiedyś stała w polu, była otoczona małymi gospodarstwami. Dziś jest skrzyżowaniem ruchliwych ulic. Ponad głową pędzi kolejka metropolitalna, poniżej pętla tramwajowa. Co kilka minut nakłada się tumult, ściana dźwięku wynikająca z nałożonej na siebie aktywności komunikacyjnej, hamuje pociąg i w tym samym momencie rusza tramwaj. Zamykamy oczy, może nam się wydawać, że jesteśmy w porcie lotniczym i właśnie wylądował wielki odrzutowiec. Wystarczy, że przejdziemy kilka kroków wzdłuż kolejowego nasypu, nagle robi się cicho i przytulnie, jakbyśmy znaleźli się sto lat wcześniej. Okazuje się, że możemy podróżować w pionie i poziomie czasu. Nie wiem jak tam jest z wami? Moja pamięć wraca do dzieciństwa..

fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek

Wyobrażaliśmy sobie, że  jesteśmy bohaterami wszech wymiarowego filmu, w którym spotykają się wszystkie zmysły w jednym czasie i miejscu. Jako osoby żyjące, mamy niezwykle rzadką okazję towarzyszyć w muli-maxi medialnym zjawisku, jakim jest nasze postrzeganie. Spacerowaliśmy, trochę w opowieści, rozmowie i milczeniu.

Przede wszystkim  w nasłuchu i zadumie, zastanawialiśmy się wspólnie, czy dźwięk może być zaczarowanym guzikiem uwalniającym w nas wspomnienia z czasu, który bezpowrotnie przeminął.

 

Mikołaj Trzaska

Projekt „Społeczne Spacery Dźwiękowe” został dofinansowany z budżetu Miasta Gdańska.

fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek
fot. Jan Rusek

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.