Dźwięk jest dla mnie domem. Rozmowa z Vaidą Pilibaityté

Parki i plaże to nie wszystko. Świat natury jest różnorodny: są lodowate bieguny i są gorące pustynie. Tak samo jest w świecie dźwięku – nieskończona rozmaitość. Staram się ją pokazać.

Kiedy myślę o radiu i o tym, dlaczego mnie fascynuje, natychmiast wracam w czasie do mojego dzieciństwa. Widzę siebie jako małą dziewczynkę przyklejoną uchem do plastikowego radzieckiego pudełka radiowego. Każda litewska rodzina miała go w kuchni. U nas był on chyba różowy lub może jasnozielony – na pewno miał jakiś pastelowy miękki kolor. Radio grało zawsze na pierwszym kanale, bo tego najczęściej słuchali wszyscy w naszym domu. Dla mnie słuchanie nadawanych wieczorem bajek było jak rytuał. Natomiast w weekendy były spektakle teatru radiowego. Te bardzo dziwne, nawet surrealistyczne światy dźwiękowe sztuk radiowych, były dla mnie naprawdę zachwycające. To trwało latami i pamiętam, że jako nastolatka wciąż fascynowałam się radiem i nurtowało mnie pytania, jak ci ludzie wyglądają. Kiedy nadszedł czas, żeby zdecydować o kierunku studiów,  wybrałam dziennikarstwo. Bezpośrednim powodem była moja ogromna ciekawość świata. I wcale nie od razu wiedziałam, że chcę zostać radiowcem. Na początku bardziej pociągało mnie samo poszukiwanie prawdy. To były przecież lata 90. i rola mediów w tamtym czasie na Litwie była nie do przecenienia. Chciałam budować wolność słowa, niezależność, walczyć o interes publiczny. To były dla mnie bardzo ważne podstawowe wartości. Ale kiedy przyszedł czas na wybór specjalizacji, to coś kliknęło. Myślę, że wróciła ta historia o początku, o pastelowym radiu.

Zaczęłaś od newsów…  

…i mógłbym to robić dalej, bo byłam w tym całkiem dobra. Jednak szybko stwierdziłam, że to mnie frustruje – te konferencje prasowe, te krótkie reportaże. Czułam, że ślizgam się po powierzchni , a ciekawiło mnie, co jest głębiej. Wszyscy wiemy, że  w przypadku wiadomości nagranie zajmuje maksymalnie jakieś siedem minut. Podstawiasz mikrofon pod usta rozmówcy – jedno, dwa pytania i gotowe. Wycinasz co trzeba, składasz i potem natychmiast o tym zapominasz. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że to nie dla mnie. Kiedy zaproponowano mi dłuższy program, taki półgodzinny, od razu się zdecydowałam  i zaczęłam robić programy o środowisku. Miałam 22 lata, właśnie wróciłam z Erasmusa w Skandynawii, gdzie odkryłam znaczenie naturalnej przyrody i problemy związane z jej ochroną. Pomyślałam sobie: “Wow, to jest ważny temat i nad nim chcę pracować”. Cóż może być ważniejszego od czystego środowiska? To zresztą temat nadal mi bliski i aktualny. Ten własny program stał się dla mnie przestrzenią, w której mogłam odkrywać dźwięk. Musiałam zrobić jingiel pilotujący audycję. Zrobiłam go sama. Musiałam zacząć pisać scenariusze i odkryłam, że mogę być narratorem.  Zaczęłam jeździć w teren i nagrywać protesty przeciwko ścince drzew lub przeciwko budowie nowego wysypiska śmieci. Zaczęłam układać te swoje nagrania i dzięki nim opowiadałam jakąś historię. To wciąż były głównie historie dziennikarskie, ale ludzie rozmawiali o czymś więcej niż tylko o bieżących sprawach.

A kiedy przyszła do ciebie świadomość, że opowieść potrzebuje dramaturgii i że poza publicystyką jest jeszcze audiodokument?

Właściwie dopiero teraz, kiedy rozmawiamy, zdałam sobie sprawę, jaki był punkt zwrotny. To było IFC, a raczej moja pierwsza wizyta na International Feature Conference (Międzynarodowa Konferencja Reportażu). 2008 rok, maj, Warna, Bułgaria. Dowiedziałam się o tym od mojego kolegi, który dostał się do EBU Master School. Wrócił i powiedział: “Czy wiesz, że na temat opowiadania dźwiękiem są konferencje i siedzą tam na nich przez kilka dni, słuchając audiodokumentów w różnych językach, a potem jeszcze o tym dyskutują?”.  Ten mój kolega i ja złożyliśmy podanie o wyjazd służbowy i udało się. Wylądowaliśmy w wielkiej konferencyjnej sali na odsłuchach,  Wszystko wyglądało, jak dziwny rytuał. Najpierw dwieście osób w przygaszonym świetle słucha w skupieniu tak wielkim, że słychać tylko przewracane na raz karki skryptu z tłumaczeniem. Potem niekończące się rozmowy w salach dyskusyjnych. Niczego podobnego wcześniej nie doświadczyłam. Świat dźwięku otworzył się w mojej głowie i byłam jak zahipnotyzowana przez całe cztery dni. W ciągu tak krótkiego czasu odnalazłam własną społeczność, a może nawet rodzinę. Oczywiście – jak to w rodzinie – byli tam zrzędliwi  i zgryźliwi wujkowie, który lubili onieśmielać. Ale byli też całkiem zabawni i mili kuzyni z zagranicy, z którym można było żartować z całego zadęcia gatunku “feature”. Ale przed wszystkim było takie  – och, ja też mogę robić podobne rzeczy. Mogę bawić się dźwiękiem!

Rozumiem, że po tym spotkaniu w Warnie wróciłaś do siebie i natychmiast zabrałaś się za tworzenie audiodokumentów?

Niestety, jak zwykle życie stanęło na przeszkodzie. Jeszcze przed wyjazdem złożyłam wniosek o przyjęcie na kolejne studia magisterskie na wydziale nauk o środowisku i polityki. Zrobiłam to, ponieważ – jak mówiłam – prowadziłam program na temat środowiska i chciałam się doszkolić. Zdałam sobie sprawę, że jako dziennikarz mam braki, a ta dziedzina jest tak rozległa, że potrzebuję dodatkowej wiedzy. IFC było w maju, a już jesienią tego samego roku wyjechałem na studia magisterskie do Budapesztu. Byłam zafascynowana, wróciłam i chciałam natychmiast zastosować to w praktyce, więc przez trzy lata pracowałam nie w radiu, ale w organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną środowiska. Ale oczywiście cały czas uważnie śledziłem pracę moich kolegów. Oni nie próżnowali i stworzyli w radiu program poświęcony radiowym dokumentom. To oni są autorami tego vintage jinga – „doo duu duu radio dokumentika”. W 2014 roku zdecydowałam się wrócić do radia i co zrobiłam…?  Natychmiast zorientowałam się, gdzie w przyszłym roku odbywa się IFC czyli Międzynarodowa Konferencja Reportażu. To było w Lublinie i organizowało ją Polskie Radio Lublin. Mogłam więc wrócić do swojej rodziny pełnej zrzędliwych wujków i uroczych kuzynów. Od tego czasu nie opuściłam ani jednej konferencji i zgłębiam gatunek nieustannie. I bardzo się z tego cieszę!

Czym jest więc dla ciebie audiodokument?

Myślę, że dla mnie jest to połączenie dwóch rzeczy. Pierwsza sprawa to dziennikarstwo, bo jestem przede wszystkim dziennikarzem i to daje mi szansę, przywilej poznawania wielu różnych ludzi. Myślę więc, że zdrowe solidne dziennikarstwo to podstawa. Druga rzecz to radio, które pozwala podejść blisko. Kiedy włączam mikrofon, kiedy wkładam słuchawki, bo zawsze pracuję ze słuchawkami, mogę zbliżyć się nie tylko do człowieka, ale także do ptaka, do drzewa. Poprzez głos mogę być bliżej serca osoby, z którą rozmawiam. Dźwięki wchodzą przez słuchawki i uszy prosto do mojej głowy, z każdym swoim szczegółem. To może stać się przytłaczające. Szczególnie, jeśli temat jest bardzo trudny. Czasem czuję, że jestem tak blisko, że staje się to nie do zniesienia. Ale jednocześnie jestem przekonana, że powinnam to robić, bo jako dziennikarz sprawiam, że wszyscy będą mogli usłyszeć historię tych ludzi o wiele wyraźniej, znacznie bliżej i mocniej. Myślę, że ostatecznie prowadzi to do większego zrozumienia, większej empatii w świecie. To jest bardzo ważne dzisiaj i nie jest istotne, czy mówimy o kryzysie ekologicznym czy o toczących się wojnach. To może zabrzmieć pompatycznie albo śmiesznie, ale czasem mam wrażenie, jakbym ratowała tymi dźwiękami świat. To nadaje znaczenie mojej pracy. Mam cel i poczucie, że robię coś ważnego.

W powszechnej świadomości dźwięk traktowany jest jednak jako coś mniej istotnego. Podobno to obrazy kształtują świat i nasze pojęcie o nim.

Jeśli obraz kształtuje świat, co robi dźwięk…? Dźwięk jest treścią obrazu i nadaje mu znaczenie. Usłyszałam od ludzi z telewizji czy z filmu i multimediów, że dobry film jest tak dobry, jak dobra jest jego ścieżka dźwiękowa.  Myślę, że to było dwa lata temu, kiedy to do mnie dotarło po raz pierwszy. Byłam trochę zaskoczona, że oni sami to przyznali, że uznają, iż dźwięk ma znaczenie. Chociaż jeśli zastanowić się na tym, jak ten dźwięk filmowy powstaje, ile w tym sztuczności, to sama nie wiem, co o tym myśleć… Może dźwięki maja jakaś hierarchię znaczeniową?

A jak myślisz, co one mogą znaczyć dla tych wszystkich osób, które non stop chodzą w słuchawkach?

Nie wiem, ale jeśli słuchają dobrych audiodokumentów – to jestem szczęśliwa, uważam ich za moich kuzynów. To wszystko jednak nie jest takie proste. Może to też oznaczać, że nie obchodzi ich otaczający świat.  Na poziomie praktycznym smutną konsekwencja tej izolacji jest to, że nie usłyszą dźwięków wiosny albo nadjeżdżającego samochodu. Na poziomie filozoficznym natomiast – może to oznaczać, że niektórzy ludzie zakładają słuchawki, bo świat jest dla nich zbyt przytłaczający. W słuchawkach na uszach czują się bezpiecznie. Chcą, aby świat był mniejszy, bardziej kontrolowany. Może słuchają kojącej muzyki? Może słuchają podcastów? To pomaga im radzić sobie z problemami ze zdrowiem psychicznym. Może nadrabiają jakieś zaległości w pracy? Może słuchają dobrego audiobooka? Jeśli to ich uszczęśliwia, czują się spokojniejsi, mniej samotni na świecie. To dlaczego nie? Dobrze, że mamy te słuchawki.

A kontakt z drugim człowiekiem?

Kontakt z drugim człowiekiem może się zdarzyć na różnych poziomach. Wysłuchanie czyjejś historii, która nas poruszy, jest jednym z nich. Poza tym na świecie jest coraz mniej ciszy. Myślę o osobach mieszkających obok hałaśliwej drogi albo o ludziach na placu budowy, albo tych pracujących w open space. Muszą wykonywać kreatywne zadania, a w biurze jest hałas i zakłócenia. Słuchawki w takich sytuacjach to jedyna deska ratunku. Zakładasz, włączasz muzykę lub używasz ich do wytłumienia otoczenia i masz ciszę, w której możesz się skupić,  Właściwie nigdy wcześniej o tym nie myślałam, chociaż pracuję z dźwiękiem przez tyle lat. Dźwięku po prostu nie można uniknąć w sposób naturalny. Możesz zamknąć oczy i nie widzisz, a od dźwięku trudno uciec. Zatkanie uszów palcami może nie wystarczyć. Nie znoszę głośnych koncertów i cały czas noszę ze sobą zatyczki do uszu. Także kiedy podróżuję. Boję się, że obok będzie irytująca głośna impreza lub bardzo głośna ulica i nie da się spać. Mam etui, a w nim okulary i zatyczki do uszu.  Nie zawsze wystarczają te zwykłe, więc pewnie kupię niebawem te profesjonalne po to, aby odizolować się od przytłaczających dźwięków rzeczywistości. To brzmi trochę ironiczne lub absurdalnie, bo z drugiej strony dźwięk jest dla mnie domem.

W tym hałaśliwym świecie gdzie brakuje ciszy, jest jeszcze miejsce na sztukę opowiadania dźwiękiem?

Myślę, że w takim radiu jak moje, tak. Ten gatunek istnieje, rozwija się i przetrwa głównie dzięki ludziom, którzy chcą go tworzyć. Mają taka potrzebę. Nie sądzę bowiem,  aby jakikolwiek szef był w stanie zmusić kogoś do robienia audiodokumentów. To czasochłonny, kreatywny,  bardzo wymagający gatunek, który skazuje autora na twórcze tortury. Nikt nie może cię do tego zmusić. Wiadomości – każdy powinien potrafić to robić. To jest dla mnie podstawa misji publicznej. Szanuję ludzi, którzy wciąż biegają, nagrywają i bardzo szybko potrafią zrozumieć ten świat i przekazać informację. Dobra informacja jest potrzebna jak woda, prąd, czy powietrze. Ale gdy już wiesz, to dla serca i umysłu potrzeba czegoś więcej. Potrzeba całej historii, dłuższej formy, aby zrozumieć, co ta wiadomość oznacza.  I to jest rola i nasza, i mediów służby publicznej, aby te różnorodne historie zostały usłyszane. To jest nasz obowiązek, dlatego potrzebni są ludzie, którzy chcą i potrafią to robić i którzy widzą cel w tym opowiadaniu o świecie. Bardzo się cieszę, że wciąż jest nas trochę na całym świecie i że szukamy więzi między sobą, aby się wzajemnie wspierać i inspirować.  Nie chodzi tylko o wsparcie instytucjonalne, ale też zwykłe ludzkie kontakty, bo dopóki jesteśmy my – dopóty snuje się opowieść. Staram się więc utrzymywać, zachowywać i pielęgnować więzi między nami zarówno w moim kraju, jak i poza nim. Robię wykłady, uczę studentów, jestem mentorem i edytorem. Pokazuję, co kocham w opowiadaniu dźwiękiem w nadziei, że zainspiruję innych. To jest jak wprowadzanie ludzi w świat przyrody, pokazywanie piękna lasu, rzeki czy otwartych pól. Parki i plaże to nie wszystko – świat natury jest różnorodny: są lodowate bieguny i są gorące pustynie. Tak samo jest w świecie dźwięku – nieskończona rozmaitość i staram się ją pokazać. Czasem widzę, jak u słuchających w oczach pojawia się blask i zainteresowanie. I mówią:” Wow, nie miałem pojęcia, że taki ciekawy świat istnieje!”. To jest piękne i mam nadzieję, że tak będzie dalej.

Vaida Pilibaitytė – litewska dziennikarka radiowa i producentka filmów dokumentalnych pracująca dla nadawcy publicznego LRT. Jej zainteresowania zawodowe skupiają się głównie na kwestiach środowiskowych oraz na historii, kulturze i prawach człowieka. Koprodukcja Vaidy z Deutsche Welle zdobyła srebrny medal w kategorii “Środowisko” na festiwalu w Nowym Jorku w 2004 roku. Dwukrotnie była nominowana do Prix Europa. Jej prace są prezentowane na wielu międzynarodowych konferencjach i festiwalach. Prowadzi zajęcia z propedeutyki opowiadania dźwiękiem w Litewskim Centrum Dziennikarstwa. Zajmuje się też mentoringiem początkujących producentów audio. Jest odpowiedzialna za kontent festiwalu BANGUOJA – pierwszego festiwalu audio na Litwie, skupiającego się na prawach człowieka. Od 2019 roku Vaida jest też członkinią Audio Storyteling Group przy EBU. W 2025 roku, dzięki jej inicjatywie, kolejny festiwal twórców audio odbędzie się we Wilnie.

“I remember his look” – audiodokument autrostwa Sigita Vegytė, ktory powstał pod kierunkiem Vaidy Pilibaitytė. Pierwsza nagroda na Third Coast Festival 2023:

https://www.radioatlas.org/i-remember-his-look/

Autorzy fotografii w kolejności: Denisas Nikitenka, Arturas Morozovas, Karolis Pilypas Liutkevicius

This website uses cookies

We inform you that this site uses own, technical and third parties cookies to make sure our web page is user-friendly and to guarantee a high functionality of the webpage. By continuing to browse this website, you declare to accept the use of cookies.